Wywiad z Artystą: Życie na blokowisku!

Makramy. Długo się zastanawiałam, kto powinien reprezentować te dzieła w moim cyklu. Wybrałam Życie na blokowisku nie bez powodu. Magda to niesamowicie zdolna dziewczyna, ale najbardziej cenię ją za szczerość. Lubię konkret. Taki bez owijania w bawełnę. A tego jej nie brakuje! Zresztą możecie to sprawdzić czytając naszą rozmowę 🙂

  1. Zacznę stałym pytaniem: kto kryje się pod nazwą Życie na blokowisku?

Życie na blokowisku to niby tylko zwykła, niezobowiązująca nazwa profilu na IG jakich wiele. Ale jak myślę o tym dłużej i o tym kto kryje się pod tą nazwą, to słowa same się rozwijają. W pierwszej kolejności jestem ja , założycielka profilu, założycielka Makramy na blokowisku. Nie mogę nie wspomnieć o moim mężu, który stojąc gdzieś pozornie z boku bardzo mi tu pomaga. Pod tą nazwą kryje się też cała społeczność, która obserwuje mój profil na Ig.

makrama ściennamakrama na ścianę

  1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z makramą?

Bardzo banalnie 🙂 Kupiliśmy mieszkanie w bloku, do całkowitego remontu. Pomysły na wnętrza czerpałam z Instagrama i Pinteresta, i tam  właśnie przypadkiem natrafiłam na makramy. Zakochałam się, zgłębiłam temat co to, do czego i jak to tworzyć. I postanowiłam spróbować samodzielnie zaprojektować coś do nowego mieszkania.

  1. Skąd pomysł na prowadzenie profilu na Instagramie?

Kiedy kupiliśmy mieszkanie założyłam ten profil po to, by dzielić się zmianami i efektami naszej pracy nad wnętrzami. Chciałam inspirować się innymi kontami wnętrzarskimi i radzić się w kwestii urządzania naszych czterech kątów. Stąd też nazwa profilu z makramami niezwiązana.

  1. Dzielisz się tam tajnikami prowadzenia biznesu związanego z rękodziełem. Cieszę się, że mówisz o tym bez lukrowania! Skąd pomysł na tego typu treści?

Takich treści bardzo na IG mi brakowało, a kołatały się w mojej głowie niewygodne tematy i musiałam się nimi podzielić. Teraz na szczęście wiele osób pisze o blaskach i cieniach własnych małych biznesów, ale kiedyś, szczególnie w świecie rękodzieła, tego po prostu nie było. Lubię się pochwalić kiedy coś mi się uda, kiedy pojawi się u mnie jakiś sukces, na który pracowałam. Ale nie lubię jednocześnie takiego budowania sztucznego splendoru i udawania, że moja praca zawsze jest fajna, lekka i przyjemna.

Z moją pracą wiążą się fantastyczne sytuacje, np. publikacje w gazecie czy wizyta w Dzień Dobry TVN. Ale wiążą się też rzeczy przykre – kopiowanie projektów, kopiowanie samego zamysłu na mój sklep i produkty, które w nim mam, kradzieże zdjęć , przykre wiadomości i komentarze. Jeśli chcę dzielić się tymi fantastycznymi akcjami, to muszę dzielić się i tymi przykrymi. I dla równowagi, i dla edukacji innych, że nie zawsze jest różowo, że biznes rękodzielniczy potrafi być trudny. To taka ,,brzydka prawda“, której nie wszyscy chcą słuchać, ale Ci którzy chcą, potrafią wyciągnąć z niej wnioski i dzięki temu jest im łatwiej w ich rękodzielniczym świecie.

dekoracja ściennamakramy

  1. Rok temu założyłaś sklep, w którym (oprócz makram) można kupić gałęzie i sznurki do samodzielnego wyplatania. Oznacza to, że Życie na blokowisku wspiera konkurencję! Skąd pomysł na rozszerzenie działalności w tą stronę?

Pierwsza moja myśl, kiedy odezwał się do mnie producent tureckiego sznurka była właśnie taka: po co mi to? Tyle jest sklepów ze sznurkami… Z osoby robiącej makramy nagle stanę się sprzedawcą sznurków dla konkurencji?

Ale kiedy sznurek do mnie przyszedł i zobaczyłam te kolory, tą jakość, pomyślałam, że tego nam brakuje. Na te sznurki polscy twórcy zasługują. Sznurki, które mam w sklepie podbijają światowy rynek. W sprzedaży posiadają je najbardziej znani makramowi i makatkowi artyści na całym świecie, a u nas ich nie było. Patrzyłam na tę ,,odrobinę luksusu” z Zachodu i myślałam: ja też chcę, żeby u nas to było! Wiem, że to brzmi jakbym opowiadała co najmniej o diamentach, ale po dwóch latach pracy z tymi sznurkiem dalej byłam zaskoczona tak, że po prostu zapragnęłam, żeby też inni mogli je poznać.

Jeszcze większe znaczenie mają dla nas gałęzie. Ta cząstka najpiękniejszych świętokrzyskich lasów, którą wysyłamy nieraz tysiące kilometrów od nas. Ludzie zgłaszali chęć zakupu naszych gałęzi od dawna, bo to, co przygotowywał do moich makram Radek było pięknym i dopracowanym produktem samym w sobie. Muszę przyznać, że to on w te gałęzie uwierzył. On chciał je wprowadzić. Ja bałam się, że zostaniemy obśmiani. Co my w ogóle sprzedajemy i za jakie pieniądze! Ale im częściej widziałam wiadomości o chęci zakupu i zdjęcia pięknych prac na fatalnych i niepewnych gałęziach, tym większa nadzieja była we mnie, że może się to udać. To z gałęzi jestem najbardziej dumna, bo dajemy ludziom 100% natury z naszej okolicy. I robimy to legalnie z poszanowaniem lasu, który szczerze kochamy.

  1. Czuję, że masz duże wsparcie ze strony męża. W końcu to on głównie zajmuje się gałęziami ze sklepu, prawda?

To prawda, on w większości zajmuje się tematem gałęzi. Choć ile mogę, tyle i ja staram się mu pomóc, bo to jest naprawdę ciężka i trudna praca. Trudniejsza niż zaplatanie makram.

Radek wspiera mnie w wielu kwestiach: pomaga przy zdjęciach, przy zmianach w mieszkaniu, które mają usprawnić naszą pracę. Dużo doradza mi też w kwestii makram, projektów i pomysłów. Muszę przyznać, że jest moim największym krytykiem 😀 Dużo się od siebie uczymy. Ja na pewno wspieram go też tak psychicznie. Jestem dłużej w tym biznesie i już bardziej się uodporniłam np. na osoby kopiujące nasze produkty, a nawet wykonanie zdjęć. Ja robię swoje, bo mam swoich zadowolonych klientów i obserwatorów. I na tym się skupiam. Radkowi natomiast ciężej pogodzić się z faktem, że jego praca, zamysł prowadzenia konta i zdjęć są kopiowane. Buduje to w nim trochę taką niezgodę i niechęć do pracy. I wtedy często wchodzę ja motywując go, chwaląc, pokazując nasze dotychczasowe osiągnięcia i efekty ciężkiej pracy.

 

życie na blokowisku

  1. Mówisz o kopiowaniu i kradzieży pomysłów. Co sądzisz o rynku rękodzielniczym w naszym kraju?

    OJ… Znowu wyjadę ze swoją ,,brzydką prawdą“ i będę tą zgorzkniałą i podcinającą skrzydła 😀 Ale mam do powiedzenia nie tylko przykre rzeczy, jest mnóstwo miłych i motywujących… Zacznę może od tych pierwszych 😀

    Rynek rozwija się w tempie ekspresowym, co niekoniecznie idzie w dobrą stronę, kiedy konkurencja jest tak duża i niestety ale… nieświadoma. Nieświadoma tego, że sami kopią pod sobą dołki. Przykro mi się patrzy, jak ludzie wystawiają piękne szydełkowe torebki shoperki po 75 zł. A ostatnio takie widziałam… Wiem, jaka jest sytuacja w kraju. Wiem, jak pandemia zmieniła życie wielu ludzi, ale uczenie klienta, że się tworzy po cenie półproduktów nigdy nikomu nie wyjdzie na dobre. Taka osoba szybko straci zapał do pracy. A widzę nieraz świetne prace i autentycznie jest mi po prostu przykro.

    Walka o klienta często jest nieuczciwa, czy to z niewiedzy, czy powtarzanych bezwiednie głupot typu ,,jak nie masz patentu to nic mi nie zrobisz, trzeba było nie pokazywać”. Czy z chęci zarobku pomimo wszystko.

    Ludzie na grupach są dla siebie okropni, to jest coś co mnie prywatnie bardzo dołuje.

    A gdzie dwóch (rękodzielników) się bije, tam trzeci (czyli klient) korzysta. Tak jak są klienci, którzy mają wiedzę o rękodziele, o czasie tworzenia, o wyjątkowości tych produktów, tak wyrosła nam cała grupa osób, dla których właśnie ta torebka shoperka za 75 zł to będzie ,,cena z kosmosu”. Gdy my sami zamieniamy się w małe, chińskie fabryki, tak też zaczynają widzieć nas klienci.

    Z drugiej, pozytywnej strony widzę też wielu moich Insta Znajomych, którzy w świetny sposób rozwijają swoje rękodzielnicze biznesy. Od początku jakość, adekwatne ceny, branding, bardzo spójne media społecznościowe i sklepy. Maleńkie, ale ogromnie wartościowe marki. Nie było tego kiedy 3 lata temu zaczynałam. Teraz mam powody do dumy i na tym się skupiam. Widzę tu światełko w tunelu dla polskiego rękodzieła.

     

makramy na blokowiskumakrama

  1. Zdradzisz swoje plany dotyczące dalszego rozwoju marki Życie na blokowisku?

Jak od początku mówię szczerze, tak i teraz powiem – nie wiem. Nie mam większych planów ani pomysłów. Jestem w takim punkcie, że nie wiem, w którą stronę iść. Wiele miałam planów, ale to się rozmywa gdzieś po drodze . Zaczęłam pisać ebooka o rękodziele i sprzedaży w sieci, ale nie wiem czy wierzę w niego na tyle mocno, by mieć pewność, że ludzie to kupią. Chciałam mieć konto na YouTube, ale nie wiem czy poradzę sobie z krytyką, bo ona zawsze jest. Może jestem też lekko zdemotywowana działaniami w sieci ludzi, którzy za bardzo czerpią od nas inspiracje i boję się, że każdy nowy pomysł nagle zaowocuje u innych dziwnie podobnymi. Może też ostatnie miesiące mocno nas przycisnęły i głowa nie chce teraz pracować tak jak dawniej. Choć na moim koncie nie poruszam spraw prywatnych, to ostatnie miesiące pod wieloma względami były trudne. Jesteśmy zmęczeni, przepracowani fizycznie, głowy mamy nabite sprawami rodzinnymi. Dajemy sobie teraz czas na robienie tego, co robimy.

  1. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

    Rękodzieło jest trudną formą zarobku i pracy, ale zawsze warto się uczciwie wspierać i motywować, zarówno w relacji klient-twórca, jak i twórca-twórca. Rękodzieło nie jest dziełem przypadku – to produkty, nad którymi spędzono godziny pracy i włożono w nie całą energię oraz serce. A na koniec po prostu zachęcam, żebyśmy byli wobec siebie uczciwi 🙂

  1. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

Przede wszystkim na moim IG: zycie_na_blokowisku oraz na naszej stronie internetowej www.makramynablokowisku.pl gdzie zakupicie gotowe makramy oraz produkty konieczne do stworzenia rękodzieła i przeczytacie sporo ciekawych wpisów w części blogowej.

Magda, dziękuję Ci bardzo za rozmowę! Życzę siły do pracy i więcej wiary w możliwości marki Życie na blokowisku. Wsparcie masz, więc ten aspekt jest już załatwiony 😉

Aneta