Wywiad z artystą: Kasia Tobor

Wywiad z artystą: Kasia Tobor

Kolejny wywiad z artystą przede mną. Tym razem moim gościem jest Kasia Tobor, którą obserwuję od dawna na Instagramie i podziwiam jej rozwój, pomysły i energię! Kasia tworzy przepiękną biżuterię z żywicy!

Jak godzi prowadzenie działalności i wychowywanie dzieci? Dlaczego zmieniła branżę? Skąd czerpie energię?

Wszystkiego dowiecie się, czytając ten artykuł! Zapraszam!

  1. Kim jest Kasia Tobor?

    Kasia Tobor to młoda duchem kobieta, która stara się wplatać swoje marzenia w otaczającą rzeczywistość. Wie, co chce osiągnąć, ale nie bardzo wie jak 🙂 Szuka na nowo siebie w codzienności. W macierzyństwie i rękodziele.

  2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z żywicą?

    Bardzo szybko. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Trafiłam na robioną z żywicy biżuterię. Wiedziałam, że muszę spróbować, bo to jest to. Widziałam już w głowie kształty i kolory. Kwiaty i brokaty. Śniło mi się po nocach zalewanie. Na samą myśl moje serce biło szybciej i czułam, że muszę się za to wziąć, bo inaczej oszaleję z tej miłości! Zanim jednak zaczęłam, dużo czytałam, oglądałam i edukowałam się z różnych źródeł, zarówno polskich jak i zagranicznych, by jak najwięcej wiedzieć, a później już jakoś poszło.

    Uwielbiam łączyć kolory. W czasach liceum bardzo dużo malowałam – pozwalało mi to złapać równowagę między codziennością a troskami dorastającej kobiety. Był to mój sposób na odreagowanie. Jestem bardzo emocjonalną osobą, dużo myślę, dużo płaczę i wieloma sprawami się przejmuję, więc szukałam czegoś, co zajmie moje myśli. Później, pracując na etacie i studiując, biegałam. Ale jakoś nie do końca było to dla mnie. Wtedy mało tworzyłam, a bardzo mi tego brakowało. Cieszę się, że po latach mogłam wrócić do takiej formy spędzania czasu ze sobą i czuję się człowiekiem na swoim miejscu 🙂

  3. Kasiu, jestem z Tobą na Instagramie od bardzo dawna i wiem, że zaczynałaś sprzedaż od innych produktów. Opowiedz o czasach, kiedy profil miał nazwę Moje Szydełkowe (jeśli dobrze pamiętam ;)) i przede wszystkim powiedz mi, dlaczego postanowiłaś zmienić zajęcie?

    To prawda, zaczynałam swoją przygodę jako Moje Szydełkowe. Choć wcześniej robiłam bardzo dużo innych rzeczy.
    Dziergać nauczyła mnie Babcia i ta forma spędzania czasu przypominała mi o Niej, gdy odeszła. Będąc w pierwszej ciąży założyłam profil na IG właśnie o nazwie Moje Szydełkowe. Dzierganie czapek, rękawiczek, torebek czy plecaków było moim ogromnym hobby. Odprężało mnie totalnie. Nie wiedziałam jednak, z czym się wiąże macierzyństwo, ale czułam, że coś swojego będzie mi w tym czasie potrzebne.  Zdałam się więc na intuicję. Mogłam dziergać przy małej Klarze, tworzyć i wymyślać w swoim tempie, bez żadnej presji. Snuć plany i trzymać się marzeń. Rozwijać się.

    Nie chciałam wracać na etat, więc postanowiłam założyć firmę. Złożyłam wnioski o dofinansowanie na rozpoczęcie działalności. I udało się. Otworzyłam działalność czwartego czerwca, a szóstego dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży 🙂
    Dziewięć miesięcy udało mi się przetrwać, jednak gdy urodziła się Helenka, to było dla mnie za dużo. Nie chciałam tracić firmy i tego, co zbudowałam. To były moje małe sukcesy, które trzymały mnie mocno w pionie. Zaczęłam szukać czegoś, co pozwoli mi pogodzić wychowywanie dwójki dzieci z domowymi obowiązkami i da mi poczucie równowagi. No i się przebranżowiłam 🙂

  4. Widziałam, że wszystko robisz sama – łącznie z opakowaniami, które są pięknie ozdobione. Nie łatwiej by było zlecić komuś produkcję kartoników do biżuterii? 😉

    Pewnie, że łatwiej i na pewno szybciej! 😀
    Ale lubię sobie myśleć, że ile mam tyle dam. Tak też traktuje swoje rękodzieło. To nie tylko sam produkt a całokształt. Pakowanie, rysowanie, wycinanie wizytówek i etykiet – sprawia mi to ogromną radość, a jeszcze większą, gdy dostaję wiadomości zwrotne z podziękowaniami.
    To miód na moje serce, motor napędowy i przede wszystkim informacja, że to co robię ma sens.

    biżuteria ręcznie robiona

    Fot. Ola Wilczek

  1. Przyznam szczerze, że ja należę do tych kobiet, które nie noszą zbyt często biżuterii, a mimo to znam chyba cały Twój asortyment, bo widać, że wkładasz dużo serca w to, co robisz! Skąd czerpiesz inspiracje?

    Staram się czerpać z tego, co mam wokół. Moje inspiracje pochodzą z prostych, codziennych spraw. Ze spacerów, z kolorów kredek, piosenek, podmuchów wiatru, śpiewu ptaków, zieleni traw, często też od moich dzieci, ale przede wszystkim z chmur i nieba… Kocham i zachwycam się odkąd pamiętam.

  2. Muszę zadać to pytanie – skąd młoda mama ma w sobie tyle energii? Obserwując Twój profil nie można nie zauważyć wiecznego uśmiechu na twarzy!

    Cieszę się, że tak to widzisz! To chyba najtrudniejsze pytanie, bo nie zawsze tak jest 🙂 obok tego uśmiechniętego życia instagramowego jest normalne, bez filtra, w którym zaraz obok radości i uniesień są smutki, żale, tęsknoty i złości.  Często powtarzam, że jestem szczęściarą, człowiekiem na swoim miejscu i to daje mi poczucie spełnienia, ogromnej wdzięczności. Uważam, że najważniejsi są ludzie, którzy nas otaczają. To dzięki nim na co dzień nam się chce. Nawet uśmiechać 🙂
    Nie wyobrażam sobie świata bez mojego Jakuba, który wspiera mnie we wszystkim co robię, dopinguje, motywuje i jest, gdy tego potrzebuję.

    No i IG! Poznałam tutaj dobre dusze, które wspomogą słowem czy komentarzem, więc nie sposób się do nich nie uśmiechać!

  3. Co poradziłabyś osobie, która chce zacząć tworzyć własne produkty, a nie wie od czego zacząć?

    Poradziłabym, by najpierw poczytać, pooglądać jak się to robi, jak zadbać o własne zdrowie w trakcie tworzenia, co zrobić, gdy żywica się zagotuje… Przygotować się, by nie zrobić sobie ani bliskim krzywdy 🙂
    Jest dużo grup, tutoriali, sporo kont, które pokazują co i jak. Myślę, że oprócz praktyki ważna jest przede wszystkim wiedza teoretyczna. Z płynną żywicą nie ma żartów. To bardzo niebezpieczna substancja, od której można się poważnie potruć.
    Aktualnie rynek z biżuterią z żywicy się rozrasta. Warto się też zastanowić, co chce się robić 🙂 bo przecież nie chodzi o kopiowanie innych twórców, a szukanie siebie w tym wszystkim 🙂

  4. Jakie masz plany związane ze swoją marką?

    Moje plany? To mem „Confused Travolta”.
    Chciałabym w końcu skończyć sklep internetowy, ogarnąć etsy czy pinteresta. Prężniej ruszyć na Facebooku, na youtubie (choć bardzo się wstydzę!) albo po prostu się wyspać.
    Liczę na to, że gdy moje dzieci pójdą do przedszkola, to ja zyskam trochę więcej czasu i przestrzeni dla siebie – wtedy przysiądę i coś porobię.
    Mam nadzieję ogarnąć to wszystko może jak pójdą na studia? 🙂
    Śmieje się 🙂
    Planowanie przy moich dzieciach to jeden wielki żart, dlatego staram się łapać dystans i nie nastawiać.
    Zobaczymy co będzie 🙂

  5. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

    Chciałabym powiedzieć, że warto gonić za marzeniami, nawet jak się czujemy starzy i jesteśmy dzieciaci. Wtedy nawet chyba powinno się gonić. Ale nie tak po dorosłemu. Bo zdziadziejemy. Mówię Wam. Dorosłość jest fajna, gdy kosztujemy jej jak dzieci 🙂

  6. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

    Znaleźć mnie można głównie na Instagramie o nazwie @kasiatobor 🙂

    Anetko! Bardzo Ci dziękuję za zaproszenie! Ściskam serdecznie! 🙂

biżuteria ręcznie robiona

Fot. Ola Wilczek

Mam nadzieję, że nasza rozmowa Wam się podobała i wynieśliście z niej tyle dobrej energii, ile się da udźwignąć! 🙂

Koniecznie dajcie znać, czy rozmowa podobała się Wam tak jak mi!

Pięknego dnia, kiedykolwiek ją czytacie!

Aneta

Wywiad z artystą: Rudy Peeling!

Wywiad z artystą: Rudy Peeling!

Muszę przyznać jedno: kiedy oglądam zdjęcia na profilu Rudy peeling od razu robię się głodna 😉 Serio! Co prawda Kasia nie jest kucharką, a jedną z najbardziej zdolnych osób, na które wpadłam na Instagramie! Nawet nie wiecie jak urzekła mnie ta ruda piękność i kosmetyki, które wychodzą spod jej rąk. Zresztą sprawdźcie sami i poznajcie kolejną osobę, do której warto zaglądać!

1.Kasiu, kim jest rudy_peeling?

Jestem tancerką 🙂 tańczę od 5 roku życia. Skończyłam szkołę baletową i od razu po niej zaczęłam pracę w Państwowym Zespole Ludowym Pieśni i Tańca „Mazowsze” – gdzie tańczę i również śpiewam. Taniec towarzyszy mi od najmłodszych lat i tak już chyba zostanie 😉 oby jak najdłużej!

peeling

2.Jak zaczęła się Twoja przygoda z kosmetykami do ciała?

Na 30 urodziny (tak jestem po 30tce :D) dostałam od przyjaciół pakiet spa, a w nim masaż masłem shea i peelingowanie ciała… To był cudowny relaks! I jak tak sobie leżałam peelingowana scrubem cukrowym wpadłam na genialny pomysł, że przecież takie peelingi można robić samemu! Najpierw robiłam dla siebie, dla przyjaciół, dla znajomych z pracy… Aż w końcu doszłam do wniosku, że moje produkty są na tyle ekstra, że muszą ujrzeć światło dziennie. Jestem samoukiem – metodą prób i błędów wymyśliłam najlepsza bazę na scrub cukrowy do ciała.

scrub

3.Jako Twoja fanka wiem, ale chciałabym, żeby to wybrzmiało: wszystkie kosmetyki testujesz na sobie, prawda?

Oczywiście! I to nie jest jednorazowy test. Zanim coś puszczę w obieg jest co najmniej kilka razy przetestowane na mojej skórze.

4. A zdarzyło Ci się zrezygnować z tworzenia jakiegoś produktu?

Kiedyś chciałam wypuścić peeling z dodatkiem zielonej herbaty matcha (swojego czasu bardzo modny dodatek jedzeniowy i kosmetyczny), jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu – miałam całą zieloną wannę i ciężko było ją domyć.

5. Wszystkie Twoje wyroby wyglądają jak z cukierni! Skąd czerpiesz inspiracje?

Może tego nie widać, ale od zawsze kochałam jeść. Ale kocham też gotować. Skąd czerpie inspiracje? Najczęściej powstają one w mojej głowie. Choć skłamię jeśli nie powiem, że również czasem wpadnie mi coś w oko na Instagramie – przecież tam jest teraz wszystko!

mydło

6. Jako że sama skupiam się mocno na Instagramie i pilnuję każdego szczegółu, widzę, że Twój Instagram jest bardzo uporządkowany. Z czego to wynika?

To bardzo miłe co mówisz. Lubię otaczać się ładnymi rzeczami i bardzo lubię mieć porządek – niestety w życiu codziennym bywa różnie ze względu na czas, prace itp. Jeśli chodzi o Instagram, to proszę o pomoc mojego chłopaka i koleżankę – ale to tylko jeśli chodzi o zdjęcia. Pomysły są zazwyczaj moje (portrety). I zawsze chciałam mieć ładne – uporządkowane konto na insta – czyli inne niż moje prywatne, w którym panuje lekki harmider.

7. Co poradziłabyś osobie, która chce zacząć tworzyć własne produkty, a nie wie od czego zacząć?

To bardzo trudne pytanie, ale postaram się odpowiedzieć. Na pewno trzeba wymyślić coś, co jest niepowtarzalne – nie należy dzielić się złotym środkiem. Wiadomo, że każdemu się nie dogodzi – jedni kochają słodkie zapachy, inni lekkie, jeszcze inni kwiatowe… To jest ciężka praca tak naprawdę wymyślać ciągle nowe połączenia zapachowe – no i formy, kształty. Ale jeśli coś się bardzo kocha – to nigdy się nie jest w pracy.

8. Jakie masz plany związane z Rudym Peelingiem?

Na pewno chciałabym poszerzyć działalność. Nie chcę mieć zbyt dużego asortymentu – wolę mieć mniej, ale żeby to było coś! Myślałam o sklepie internetowym albo wystawieniu swoich produktów na targach kosmetycznych.

ekologiczne mydełko

9. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

Tak jak mówiłam wcześniej – wszystkie kosmetyki testuję na sobie, nie ma w nich grama chemii (na świadectwie ukończenia szkoły miałam 2 z tego przedmiotu… No nie każdy jest we wszystkim dobry :D). Cóż mogę jeszcze od siebie dodać…

Rudy Peeling powstał z miłości do piękna, z miłości do natury, z miłości do miękkości i gładkości skóry!

10. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

Na razie możecie znaleźć mnie na Instagramie i na Facebooku, ale mam nadzieję, że już niedługo się to zmieni!

eko mydełko

Kasiu, dziękuję za rozmowę! Zaskoczyłaś mnie w kilku pytaniach i chętnie kiedyś rozwinę tematy 😀

A czytelników zapraszam do zapoznania się z asortymentem profilu Rudy peeling!

Warto!

Aneta

Wywiad z artystą: Majstersztryk!

Wywiad z artystą: Majstersztryk!

Kasię poznałam dzięki Instagramowi. Połączyła nas wspólna pasja do rękodzieła i chęć rozwoju w tym zakresie. Często rozmawiamy, dzielimy się swoją wiedzą i opiniami na temat prowadzenia kont w social mediach. I chociaż nie miałyśmy okazji spotkać się osobiście (JESZCZE;)), to wiem, że nadajemy na tych samych falach. Odbieram ją jako bardzo serdeczną osobę i mam nadzieję, że Wy także po tym wywiadzie będziecie czuć ciepło w sercu, kiedy zetkniecie się z profilem Majstersztryk!

 

Kasiu, kim jest Majstersztryk?

To moje trzecie „dziecko” he, he. Oczywiście sobie żartuję! Majstersztryk to moja marka, która powstała w wyniku połączenia pasji do sztrykowania oraz spełnienia w macierzyństwie. Od zawsze byłam osobą, która poszukiwała swojej drogi ,bo zdolności manualne i bycie kreatywną miałam we krwi. Pomimo, że pasję odkryłam dopiero po trzydziestce to uważam, że lepiej późno niż wcale. Bycie korpoludkiem nie jest moim głównym celem zawodowym w życiu 😉

kasia

Dlaczego rękodzieło? Skąd się wziął pomysł na takie zajęcie?

Szczerze? Moja mama już od dawna mi mówiła żebym spróbowała swoich sił w szydełkowaniu. Ja natomiast zawsze twierdziłam, że to nie jest dla mnie, bo wymaga cierpliwości i jest czasochłonne. Sytuacja życiowa sprawiła, że musiałam pójść na urlop wychowawczy i to bardzo mnie zmotywowało żeby zrobić coś dodatkowego. Moją główną motywacją i iskierką do działania był synek, z którym zostałam w domu. To właśnie wtedy podjęłam decyzję, że teraz jest ten moment żeby spróbować swoich sił w sztrykowaniu. Powiem Ci, że to była moja najlepsza decyzja! Od kiedy wzięłam szydełko do rąk i zrobiłam swój pierwszy koszyk, to poczułam wielką radość i spełnienie, że w końcu odnalazłam coś SWOJEGO. Teraz nie wyobrażam sobie bez tego mojego życia!

Głównym produktem Majstersztryk są plecione kosze! Od początku wiedziałaś, że to ten produkt skradnie serca Twoich klientów?

Zdecydowanie plecione kosze są moją miłością i to od nich wszystko się zaczęło. Dlaczego zaczęłam akurat od koszy? Przygotowując wyprawkę dla mojego synka poszukiwałam jakiś organizerów na ubranka i bardzo ciężko było mi znaleźć coś przyjemnego dla oka i do tego ekologicznego 😉 Dlatego pierwszymi koszami jakie zrobiłam były kosze kwadratowe (kwadraciaki) w formie organizerów na ubranka. Do nich zrobiłam drewniane tabliczki, na których oznaczałam rozmiary i rodzaj ubranka jaki się w koszyku znajduje. W późniejszym czasie jak zaczęło przybywać coraz więcej zabawek, postanowiłam zrobić większe kosze (uszaki, okrąglaki), które idealnie nadawały się do przechowywania różnego rodzaju klocków, maskotek, piłek i innych dziecięcych przydasi. Najpierw powstawała potrzeba, którą rozwiązywałam sztrykując odpowiednich rozmiarów koszyk 🙂 Ja rozpływam się nad koszami z grubego sznurka, które wprowadzają tyle ciepła do dziecięcych pokoików i wcale się nie dziwię, że skradły serca tak wielu osób <3

majstersztyk - wywiad

Skąd czerpiesz inspiracje?

Inspiracje czerpię przede wszystkim z mojej codzienności z maluchami 🙂 Tak jak już powiedziałam, zazwyczaj rodzi się jakaś potrzeba np. przechowania czegoś i wtedy odpowiednio do gabarytów tych rzeczy dopasowuję rozmiary koszy i grubość sznurka. Przy tworzeniu mniejszych koszy staram się też odnosić do pedagogiki Montessori, która jest mi bliska. W mniejszych koszach lepiej eksponuje się zabawki i dziecko widzi, co w nich ma (nie musi wysypać sterty zabawek, żeby dokopać się do jednej 😉 i łatwiej jest mu się bawić. Poza codziennością, czasami uda mi się zaglądnąć na Pinterest albo podglądnąć jakieś filmiki doszkalające z szydełkowania.

Śledząc Twój profil, zauważyłam, że wśród obserwatorów Majstersztryk jest sporo młodych mam. Sama należysz do tej grupy. Czy z racji tego czujesz zapotrzebowanie na tego rodzaju produkty na naszym rodzimym rynku?

To prawda, że można wśród moich obserwatorów znaleźć dużo młodych mam, bo to głównie do nich skierowane są moje produkty. Wybierając wysokiej jakości materiały do tworzenia moich koszy głównym celem było to, aby sznurki miały certyfikat świadczący o tym, że są wolne od substancji szkodliwych i bezpieczne dla niemowląt i dzieci. Jako świadoma mama, sama zwracałam uwagę na ten certyfikat i wiem jakie jest to dla nas ważne – bezpieczeństwo dzieci na pierwszym miejscu. Ponadto tworząc personalizowane tabliczki, po których można pisać kredą, chciałam ułatwić zadanie szukania ubranek nie tylko mamom, ale także tatusiom ;] Czasami jest to nie lada wyzwanie, żeby połapać się co gdzie leży. Takie posegregowanie ubranek i opisanie ich naprawdę oszczędza czas i energię.

Ponadto dzięki temu w późniejszym czasie maluchy uczą się segregowania rzeczy, zabawek oraz samodzielnego ubierania. Myślę, że moje produkty mogą stać się rozwiązaniem wielu potrzeb rodziców, ale także dzieci. Mogą być niezwykle istotne w procesie nabywania samodzielności i nauki sprzątania.

A co sądzisz o rynku rękodzielniczym w Polsce? Jakie masz spostrzeżenia prowadząc taką działalność?

Myślę, że polski rynek rękodzielniczy jest po prostu piękny! Na Instagramie jest masa kont cudownych i bardzo zdolnych osób, a odkrycie ich wywołuje wielki uśmiech na twarzy. Zadziwiające jest to jakie wyjątkowe rzeczy ludzie potrafią wykonać. Jedyne co mnie bardzo razi to to ,że rynek rękodzielniczy nie jest doceniany przez klientów. Co gorsze, rękodzielnicy również bardzo często nie doceniają swoich prac. Myślę, że boją się wyceny i tego, że nikt nie kupi ich produktów. Sama niejednokrotnie mierzyłam się z różnymi dylematami, dlatego stworzyłam cykl pod tytułem Rękodzieło. W kilku karuzelach przedstawiam najważniejsze fakty dotyczące tego za co płacimy kupując rękodzieło, co składa się na cenę, co nas wyróżnia. Mam nadzieję, że wielu osobom te informacje pomogą poukładać istotne treści i uwierzyć w swoje możliwości. Będę to powtarzać zawsze: rękodzieło to produkt premium, a nie masówka!

kosze plecione

Majstersztryk to nie tylko plecione kosze. To również cotygodniowa akcja #eko_czwartek i #ekodziecinstwo! Skąd pomysł na taką ekologiczną zabawę?

Hashtag #ekodziecinstwo towarzyszył mi od samego początku istnienia Majstersztryk. Dopełnia moją małą misję zwiększania świadomości wśród rodziców i dzieci na to, że eko dzieciństwo jest fajne. W końcu ekologiczne produkty mówią same za siebie. Natomiast inicjatywa #eko_czwartek powstała bardzo spontanicznie i wynikała głównie z mojej zmiany podejścia do ekologicznego stylu życia. Uświadomiłam sobie w jakich skrajnościach żyjemy i albo ktoś jest eko i to we wszystkim, albo w ogóle. Nie zgadzam się z tym i stąd też postanowiłam pokazać, że każdy mały krok w kierunku bycia eko jest ważny. Jak każdy zrobi mały krok to wyobraźcie sobie jak daleko zajdziemy! Celem inicjatywy jest przede wszystkim dzielenie się eko: zabawkami, przydasiami, podejściem do życia, jedzeniem, wystrojem wnętrz, dekoracjami oraz pokazywanie tego ekodzieciństwa.

Ponadto moim celem jest przy tym wspieranie polskich rękodzielników i marek. Tak jak wspominałam przy poprzednim pytaniu, to Instagram jest pełen pięknych i twórczych kont, tylko nie zawsze można je odkryć przy takiej ilości ludzi. Ja chcę dawać szansę tym mniejszym kontom i dawać nadzieję, że naprawdę warto się pokazać, bo tworzycie cudowne rzeczy! Zapraszam was do udziału co tydzień w #eko_czwartek ! Małymi krokami budujmy świadomość bycia EKO – oczywiście z rozsądkiem, a nie popadaniem w skrajności. Lepiej robić małe dobro niż nie robić nic!

Zdradzisz swoje plany/marzenia dotyczące dalszego rozwoju Twojej marki?

Moim wielkim marzeniem jest to, aby kiedyś zająć się moją pasją tak na całego i prowadzić tylko taką działalność. Marzenia są po to aby je spełniać, więc mam nadzieję, że kiedyś uda mi się osiągnąć mój cel! Jeśli chodzi o rozwój, to bardzo bym chciała stworzyć swoją stronę i sklep internetowy. W tym momencie nie jestem na to gotowa przy dwójce maluszków 🙂 Prawda jest taka, że jestem mamą na pełen etat, a sztrykuję wieczorami jak znajdę na to siłę i czas 🙂 Taka jest rzeczywistość, a ja cieszę się, że mogę czasem oderwać się i udać do mojego sztrykowanego świata!

Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga? 😉

Chciałabym przekazać, aby pamiętali o tym, że rękodzieło to sztuka, a rękodzielnicy to artyści malujący uśmiech na twarzach swoich odbiorców. Warto doceniać ich pracę, w którą wkładają całe swoje serducho, ale także cząstkę swojej duszy. Majstersztryk to nie tylko sztrykowane kosze, ale cała misja, z którą są one ściśle związane. Ja postanowiłam stworzyć ekologiczne, wizualnie harmonijne oraz dalekie od tandetnego plastiku produkty dla najmłodszych. Wybrałam wysokiej jakości bawełniane, certyfikowane sznurki pochodzące z recyklingu. Dzięki moim nietuzinkowym produktom rodzice mogą pokazać swoim pociechom jak wygląda eko dzieciństwo. W dziecięcych pokoikach zagości ład i porządek oraz nutka stylu skandynawskiego.

Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

Zapraszam serdecznie na mojego Instagrama, bo tam możecie mnie znaleźć najczęściej 🙂 Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła pochwalić się Wam piękną stroną internetową. Na razie jednak to nie jest ten moment, więc bądźcie czujni 🙂

Dziękuję Ci kochana Anetko za ten wywiad i za to przede wszystkim, że mnie wybrałaś. Czuję się zaszczycona, bo zawsze byłaś moją inspiracją do działania ! Ściskam wirtualnie!

rękodzieło kosz