Ceny rękodzieła

Ceny rękodzieła

Ceny rękodzieła

Za mną premiera – nowa przeplatana serweta na stół jest już do nabycia na profilu sklepowym Zatkało Kakało. Jest to dla mnie pretekst do napisania nowego artykułu. Bo wiem, że wśród moich czytelników są osoby, które się wahają, czy zainwestować swoje ciężko zarobione pieniądze w ten dodatek. I wcale się nie dziwię: ceny rękodzieła potrafią powalić na kolana, bo przecież rzeczy „w takim stylu” można kupić w pierwszym lepszym markecie za grosze. Ale czy na pewno powinniśmy porównywać wyroby ręcznie robione do takich wytwarzanych masowo (najczęściej przez maszyny)? Prawidłowa odpowiedź brzmi: NIE!

rękodzieło ceny

Dlaczego rękodzieło jest lepsze od masówki?

  • Lepsza jakość. Rękodzielnicy wiedzą, jak dużo serca trzeba włożyć w wyrób jednego przedmiotu. Często wolą korzystać z lepszej jakości materiałów, bo nie mogą sobie pozwolić na reklamacje wynikające ze zwykłego użytkowania przedmiotu. Lepsza jakość oznacza nie tylko lepszy materiał, ale sam wyrób – nie ma tu miejsca na pomyłki, bo podczas ręcznego tworzenia, każde niedociągnięcie jest naprawiane na bieżąco.

  • Niepowtarzalność. Twórca rękodzieła, zanim zacznie pracę, spędza długie chwile nad wymyślaniem projektów. Stąd większość produktów tej grupy jest oryginalna i unikalna. Pamiętajmy również o mocach przerobowych przeciętnego człowieka. Jedna osoba nie jest w stanie zrobić miliona tych samych serwet czy makatek, dlatego dany przedmiot można kupić tylko w kilku egzemplarzach – a to oznacza, że nasz sąsiad czy kolega z pracy raczej nie będzie miał takiego samego wystroju w domu lub biżuterii na sobie!

  • Pasja. Osoba, która decyduje się na pracę polegającą na tworzeniu, decyduje się na taki krok, ponieważ kocha to, co robi. A w tym przypadku godziny spędzone na nauce nowych wzorów to duża inwestycja, która zwraca się podczas sprzedaży swoich produktów. Pasja sprawia również, że rękodzielnik sam sobie podnosi poprzeczkę, przez co każdy kolejny produkt jest piękniejszy!

  • Cena proporcjonalna do jakości. Tak, ceny rękodzieła mogą wydawać się wysokie. Ale biorąc pod uwagę dobrej jakości materiały, inwestycję w naukę rękodzielnika, jego stawkę godzinową (bo za coś trzeba żyć) oraz staranne przygotowanie artykułów do wysyłki – musimy pamiętać, że płacimy za prawdziwą wartość produktu, a nie tylko za końcowy efekt. Wspieramy przez to rodzimy rynek i inwestujemy w człowieka, a nie w firmę.

Jest jeszcze coś!

Rękodzieła należą do produktów premium. Pomyśl, czy za dobrze skrojoną sukienkę z jedwabiu wykonaną na zamówienie w marce premium, płacisz tyle samo, ile za masowo uszytą mini z poliestru? No nie! Nawet nie ma co porównywać! Tak samo, nie ma co porównywać produktów z sieciówek z wyrobami rękodzielniczymi. Rękodzieło to SZTUKA, a nie masówka.

I fakt, zdarza się, że ceny rękodzieła bywają niskie. Zanim jednak kupicie tańszy produkt, zastanówcie się nad tym, jakiej jakości materiały są użyte do wyrobu danego artykułu. Możliwe, że dana osoba kupiła słabej jakości materiały za grosze i dlatego może sobie pozwolić na niższe ceny.

Opakowanie produktu również wlicza się w cenę całości. Przyznaj się, lubisz kiedy Twoje zamówienie jest zapakowane ze starannością! W końcu jeśli kupujesz rękodzieło, zdarza Ci się nim obdarowywać bliskich. Przecież nie dasz prezentu w foliowym worku…

Ceny rękodzieła są też niższe u osób dopiero uczących się! I w tym wypadku zachęcam Cię do wspierania takich osób! Pamiętaj – nikt nie zapomina swoich pierwszych klientów! A to w przyszłości może Ci pomóc np. jeśli zależy Ci na czasie możesz zostać potraktowany priorytetowo 😉

serweta boho

Serweta przeplatana

Czytelniku, jeśli dotarłeś do tego miejsca i przekonałam Cię, że ceny rękodzieła nie biorą się z kaprysu rękodzielnika, może masz ochotę na coś oryginalnego do swojego wnętrza?

Jak już pisałam, w sklepie Zatkało Kakało na Instagramie można nabyć moje wyroby. Produkty, które tworzę, sprawiają mi wielką przyjemność, gdyż dzięki nim łączę dwie miłości: rękodzieło i dekorowanie wnętrz. Spędzam długie godziny nad szukaniem inspiracji i trendów, a jednym z nich są teraz podkładki na stół wytworzone z naturalnych materiałów – jak moja serweta.

Ale serweta ma jeszcze jedno zastosowanie. Może być piękną ozdobą na ścianę do domu w stylu boho. Takie ozdoby królują w zagranicznych mediach i możesz być jedną z pierwszych osób, która zamieni obrazy na rozety. Spójrz, jak dobrze to wygląda!

A ja czekam na Twoje zamówienie 😉

>Aneta

Co mam w plecaku?

Co mam w plecaku?

Co mam w plecaku?

I dlaczego nie w torebce?

Macie tak, że – mimo dojrzałości i doświadczenia życiowego – wierzycie w jakąś rzecz usłyszaną w dzieciństwie tak mocno, że się od niej nigdy nie uwolnicie? No ja tak mam. Mimo tego, że jako dziecko byłam raczej dojrzalszą emocjonalnie osóbką w porównaniu z rówieśnikami. Nawet czasem nazbyt poważną przez co często słyszałam, że wyglądam na starszą! O zgrozo! I to często aż o dwa lata! Wyobrażacie to sobie? Powiedzieć ośmiolatce, że wygląda na dziesięciolatkę? Tak staro! Dzieci to nie mają zahamowań!

No więc kiedyś coś usłyszałam (COŚ w tym wypadku oznacza: „jak będziesz chodzić z plecakiem na jednym ramieniu to będziesz krzywa!”) to wierzyłam w to bezgranicznie! No nie chciało się to zdanie ode mnie odczepić i od tamtej pory zawsze pilnowałam się, żeby plecak nosić na obu ramionach.

Kiedy już dorosłam do noszenia torebek, nosiłam je raz na jednym ramieniu, raz na drugim. Nie tylko dlatego, że bałam się o swoje proste plecy, ale dlatego, że nosiłam w nich tak dużo rzeczy, że najzwyczajniej w świecie ramiona bolały jak diabli! Wiecie, nowa szkoła, więc trzeba było się pokazać, a plecak nie był pożądanym dodatkiem do super stylizacji. (Oczywiście, że przesadzam z tą „super stylizacją”, ale wtedy tak patrzyłam na to, w co się ubierałam).

blogerka

Minęło kilka lat, a wśród znajomych jestem raczej znana z połączenia Aneta-plecak niż Aneta-torebka.

Oczywiście nie chodzi tu o plecaki sportowe czy trekkingowe, a o takie bardziej modne, takie fashion, takie co to nie powstydziłaby się ich żadna modowa influenserka 😉

To nie jest tak, że torebek w ogóle nie lubię. Podchodzę do tego dodatku jednak tak praktycznie, że prawie żadna nie spełnia moich oczekiwań. Nie mogłabym mieć np. torebki Chanel na łańcuszku, bo bałabym się, że łańcuch wplącze mi się we włosy – a w nie wszystko da się wplątać. Kopertówki natomiast to dla mnie zło, bo cały czas ma się przy nich zajęte ręce, no i nic się do nich nie mieści. Nie wiem jak te wszystkie celebrytki pozujące na ściankach funkcjonują!

Mam jedną małą ulubioną torebkę, pasującą do zdecydowanej większości moich ubrań. Mam też małą czarną na specjalne okazje (czyli używam jej średnio raz w roku). Ale na co dzień wolę plecaki, których mam z 5. Nie jest to duża liczba, ale dla mnie wystarczająca, gdyż wszystkie są tak uniwersalne, że nie mam problemu z dobraniem ich do outfitu.

blog lifestylowy

Także jeśli jesteście ciekawi, co w plecaku piszczy, to już wymieniam:

– telefon, portfel, wielki pęk kluczy – pewnie nikogo nie dziwi!

– ładowarka do telefonu – często ładuję telefon w aucie,

– 3-4 szminki – wszystkie o podobnych odcieniach, ale różnych wykończeniach, bo raz mam ochotę na mat, raz na winyl, a raz na połysk,

– konturówka do ust – zawsze ta sama, bo ja bez konturówki nie umiem ładnie pomalować ust i zazdroszczę wszystkim dziewczynom, które to potrafią!

– około 5 gumek do włosów – u mnie z gumkami jest jak u niektórych ludzi ze skarpetkami w praniu – potrafię zgubić gumkę, którą miałam przed chwilą na głowie… Czary!

– gumy do żucia – nie chcę ludziom chuchać obiadem 😉

– tabletki przeciwbólowe – częściej je rozdaję niż sama zażywam, ale przezorny zawsze ubezpieczony,

– paragony! mnóstwo paragonów! – zawsze wrzucam do torebki, bo przecież na świecie nie ma koszy na śmieci 😉

– słuchawki do telefonu – po co? nie wiem! jeżdżę autem, więc jak już muszę rozmawiać to używam trybu „głośnomówiący”, muzyki słucham z radia, a poza drogą rozmawiam przez telefon trzymając go przy uchu. Zawsze mam plan słuchać muzyki kiedy jadę rowerem, ale jak już wyjdę na rower, rozmawiam z innymi ludźmi, którzy ze mną jadą 😀

wpis lifestylowy

Lista nie jest długa, bo nie lubię zbędnego balastu – paragony na szczęście są lekkie.

Ale często zapominam o włożeniu do torebki rzeczy, które są bardziej przydatne od słuchawek:

– chusteczek higienicznych – mam pochowane po wszystkich szufladach w mieszkaniu – jakby w domu były mi niezbędne do funkcjonowania, ale do torebki ich włożyć nie potrafię…

– okularów przeciwsłonecznych – może brakować mi płynu do spryskiwaczy, skrobaczki do szyb, zapachowej choinki, ale w aucie nie może zabraknąć okularów! Nie cierpię jak mnie słońce razi kiedy prowadzę! Problem w tym, że auto to nie plecak i nie można go mieć zawsze przy sobie.

– pomadki nawilżającej – kolorówki mam, ale pomadki ochronne notorycznie z torebek wyciągam, a gdy braknie tu i teraz to kupuję nową i w efekcie na toaletce mam ich milion,

– lusterka (nigdy nie wiem jak wyglądam – no chyba, że jadę autem :D), pilniczka (na szczęście zawsze znajdzie się jakaś dobra dusza, która życie moje i mojego złamanego paznokcia uratuje), torby na zakupy (szewc bez butów chodzi – robię je, ale na zakupy nie noszę…).

Oczywiście, zdarzyło się, że w plecaku miałam nóż do tapet, potargane rajstopy, czy pionki z jakiejś planszówki. Jestem kobietą, więc jak prawdziwa kobieta – czasem sama siebie zaskakuję 😉

Ale lubię to!

Aneta

Historia nazwy Zatkało Kakało

Historia nazwy Zatkało Kakało

Zatkało KakaŁo – historia pewnej nazwy

Są lata 90′ ubiegłego wieku. Do drzwi puka grupka dzieciaków. „Dzień dobry, czy A. może wyjść z domu, żeby się z nami pobawić?”. „Tak, wyjdzie za 10 min” – słyszą w odpowiedzi. Po 15-20 min (kto by na to zwracał uwagę!) wszystkie dzieci z bloku stoją na suchej wydeptanej ziemi i patykami rysują swoje domy. Domy, które przez chwilę staną się ich własnymi domami. W których każdy – mimo 6-10 lat – będzie dorosły. Każdy będzie miał rodzinę. Każdy będzie miał pracę, która będzie po prostu pracą (zawód nikomu nie robi różnicy, bo w pracy będą przez chwilę). W domu Jeden dzieciak będzie miał swoje własne biuro, drugi – osobno pokój dzienny i osobno sypialnię – jak w zagranicznych filmach. „A ja będę miała pokój gościnny z samymi łóżkami. Wszyscy goście będą spać w jednym pokoju razem. No co… Nie wpadli byście na to! Zatkało kakao?”.
Innym razem te same dzieciaki siedzą na ławce odpoczywając po grze „w nogę”. „Nie siadaj na piłce, bo się zrobi jajo!”. Wygrali chłopcy, ale oszukiwali. Wiedzieli jak podstawiać haka dziewczynom, żeby te się przewracały tuż przed piłką. Jedna ma nawet strupa na kolanie po poprzednim meczu, dlatego teraz stała na bramce.
Najstarszy z nich dostał od rodziców 50 groszy i kupił oranżadę w szklanej butelce. „Daj łyka” – usłyszał od kolegi. – „Nie, chyba że przeskoczysz przez te trzy kwadraty” – odpowiadający wskazuje płyty chodnikowe. Spragniony kolega podejmuje próbę. Hop! Udało mu się! „I co? Zatkało Kakao?”

Zatkało Kakało

Około 20 lat później

Grupka znajomych rozmawia o biznesach, swoich firmach, pracy zawodowej. Zastanawiają się, co jest na topie. Co ma wartość. Co interesuje innych. Po wielu mądrościach zmieniają temat. Teraz zainteresowania: fotografia, rowery, muzyka, dzierganie. Co? Dzierganie? Ktoś to jeszcze robi?
Nauczyłam się jak byłam małą dziewczynką. Jakiś czas temu postanowiłam sobie przypomnieć jak to się robi. Idzie mi całkiem nieźle. I sprawia nieziemską frajdę!
„Kiedyś to były czasy, nie?” – Znajomi widzą w swoich głowach wspomnienia. Przypominają sobie zabawki: Tamagotchi, sztuczne pająki, którymi straszyło się dziewczyny z klasy, klik-klaki (drogi czytelniku, jeśli nie wiesz co to jest, wytłumaczę na końcu 😉 ).
Później przysmaki: „Pamiętacie soki w worku ze słomką? Teraz jakbyśmy pokazali to nastolatkowi to by nas wyśmiał! Zwykły zalaminowany worek!”. „Albo Vibovit – czy w ogóle ktoś to kiedyś rozpuścił w wodzie?”
„Najlepsze były hasła dzieciństwa: Masz do mnie jakieś wonty?”.”Dam się karnąć, ale nie zmieniaj przerzutek”. „Albo zatkało kakao!”
Tak, zatkało kakao padało często. Zbyt często żeby zapomnieć. Formułka, która sprawia, że na buzi pojawia się uśmiech. A uśmiechać się każdy lubi. Wspominać także. A jeśli to sprawia, że na sercu robi się cieplej, że jest tak po prostu miło – trzeba to wykorzystać. Stworzyć miejsce, do którego ludzie będą zaglądać z uśmiechem. Które będzie sprawiać, że człowiek odpocznie. Bez przytłaczających wiadomości, za to ze świadomością dobrej zabawy.

Mam nadzieję, że mi się to uda!

Uśmiechnij się!
Aneta

PS. Klik- klaki to taki rodzaj zabawki (już w tym miejscu wiem, że będzie mi to trudno wytłumaczyć, więc proszę – jeśli zrobię to źle – sprawdźcie w google. Albo zróbcie to nawet jesli uznacie, że wiecie na czym to polega – nie uwierzycie, że się tym bawiliśmy). Zabawka ta składała się z dwóch kulek połączonych ze sobą sznurkiem, a po środku tego sznurka najczęściej było kółeczko z otworem na palec. Zabawa polegała na trzymaniu kółeczka i machaniu dłonią w górę i w dół by kulki odbijały się od siebie raz nad dłonią, raz pod nią. Mistrzem była osoba, która robiła jak najwięcej „kliknięć” za jednym razem, uważając żeby kulki nie obiły nam dłoni (były bardzo twarde i to bolało!).