Wywiad z Artystą: Życie na blokowisku!

Wywiad z Artystą: Życie na blokowisku!

Makramy. Długo się zastanawiałam, kto powinien reprezentować te dzieła w moim cyklu. Wybrałam Życie na blokowisku nie bez powodu. Magda to niesamowicie zdolna dziewczyna, ale najbardziej cenię ją za szczerość. Lubię konkret. Taki bez owijania w bawełnę. A tego jej nie brakuje! Zresztą możecie to sprawdzić czytając naszą rozmowę 🙂

  1. Zacznę stałym pytaniem: kto kryje się pod nazwą Życie na blokowisku?

Życie na blokowisku to niby tylko zwykła, niezobowiązująca nazwa profilu na IG jakich wiele. Ale jak myślę o tym dłużej i o tym kto kryje się pod tą nazwą, to słowa same się rozwijają. W pierwszej kolejności jestem ja , założycielka profilu, założycielka Makramy na blokowisku. Nie mogę nie wspomnieć o moim mężu, który stojąc gdzieś pozornie z boku bardzo mi tu pomaga. Pod tą nazwą kryje się też cała społeczność, która obserwuje mój profil na Ig.

makrama ściennamakrama na ścianę

  1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z makramą?

Bardzo banalnie 🙂 Kupiliśmy mieszkanie w bloku, do całkowitego remontu. Pomysły na wnętrza czerpałam z Instagrama i Pinteresta, i tam  właśnie przypadkiem natrafiłam na makramy. Zakochałam się, zgłębiłam temat co to, do czego i jak to tworzyć. I postanowiłam spróbować samodzielnie zaprojektować coś do nowego mieszkania.

  1. Skąd pomysł na prowadzenie profilu na Instagramie?

Kiedy kupiliśmy mieszkanie założyłam ten profil po to, by dzielić się zmianami i efektami naszej pracy nad wnętrzami. Chciałam inspirować się innymi kontami wnętrzarskimi i radzić się w kwestii urządzania naszych czterech kątów. Stąd też nazwa profilu z makramami niezwiązana.

  1. Dzielisz się tam tajnikami prowadzenia biznesu związanego z rękodziełem. Cieszę się, że mówisz o tym bez lukrowania! Skąd pomysł na tego typu treści?

Takich treści bardzo na IG mi brakowało, a kołatały się w mojej głowie niewygodne tematy i musiałam się nimi podzielić. Teraz na szczęście wiele osób pisze o blaskach i cieniach własnych małych biznesów, ale kiedyś, szczególnie w świecie rękodzieła, tego po prostu nie było. Lubię się pochwalić kiedy coś mi się uda, kiedy pojawi się u mnie jakiś sukces, na który pracowałam. Ale nie lubię jednocześnie takiego budowania sztucznego splendoru i udawania, że moja praca zawsze jest fajna, lekka i przyjemna.

Z moją pracą wiążą się fantastyczne sytuacje, np. publikacje w gazecie czy wizyta w Dzień Dobry TVN. Ale wiążą się też rzeczy przykre – kopiowanie projektów, kopiowanie samego zamysłu na mój sklep i produkty, które w nim mam, kradzieże zdjęć , przykre wiadomości i komentarze. Jeśli chcę dzielić się tymi fantastycznymi akcjami, to muszę dzielić się i tymi przykrymi. I dla równowagi, i dla edukacji innych, że nie zawsze jest różowo, że biznes rękodzielniczy potrafi być trudny. To taka ,,brzydka prawda“, której nie wszyscy chcą słuchać, ale Ci którzy chcą, potrafią wyciągnąć z niej wnioski i dzięki temu jest im łatwiej w ich rękodzielniczym świecie.

dekoracja ściennamakramy

  1. Rok temu założyłaś sklep, w którym (oprócz makram) można kupić gałęzie i sznurki do samodzielnego wyplatania. Oznacza to, że Życie na blokowisku wspiera konkurencję! Skąd pomysł na rozszerzenie działalności w tą stronę?

Pierwsza moja myśl, kiedy odezwał się do mnie producent tureckiego sznurka była właśnie taka: po co mi to? Tyle jest sklepów ze sznurkami… Z osoby robiącej makramy nagle stanę się sprzedawcą sznurków dla konkurencji?

Ale kiedy sznurek do mnie przyszedł i zobaczyłam te kolory, tą jakość, pomyślałam, że tego nam brakuje. Na te sznurki polscy twórcy zasługują. Sznurki, które mam w sklepie podbijają światowy rynek. W sprzedaży posiadają je najbardziej znani makramowi i makatkowi artyści na całym świecie, a u nas ich nie było. Patrzyłam na tę ,,odrobinę luksusu” z Zachodu i myślałam: ja też chcę, żeby u nas to było! Wiem, że to brzmi jakbym opowiadała co najmniej o diamentach, ale po dwóch latach pracy z tymi sznurkiem dalej byłam zaskoczona tak, że po prostu zapragnęłam, żeby też inni mogli je poznać.

Jeszcze większe znaczenie mają dla nas gałęzie. Ta cząstka najpiękniejszych świętokrzyskich lasów, którą wysyłamy nieraz tysiące kilometrów od nas. Ludzie zgłaszali chęć zakupu naszych gałęzi od dawna, bo to, co przygotowywał do moich makram Radek było pięknym i dopracowanym produktem samym w sobie. Muszę przyznać, że to on w te gałęzie uwierzył. On chciał je wprowadzić. Ja bałam się, że zostaniemy obśmiani. Co my w ogóle sprzedajemy i za jakie pieniądze! Ale im częściej widziałam wiadomości o chęci zakupu i zdjęcia pięknych prac na fatalnych i niepewnych gałęziach, tym większa nadzieja była we mnie, że może się to udać. To z gałęzi jestem najbardziej dumna, bo dajemy ludziom 100% natury z naszej okolicy. I robimy to legalnie z poszanowaniem lasu, który szczerze kochamy.

  1. Czuję, że masz duże wsparcie ze strony męża. W końcu to on głównie zajmuje się gałęziami ze sklepu, prawda?

To prawda, on w większości zajmuje się tematem gałęzi. Choć ile mogę, tyle i ja staram się mu pomóc, bo to jest naprawdę ciężka i trudna praca. Trudniejsza niż zaplatanie makram.

Radek wspiera mnie w wielu kwestiach: pomaga przy zdjęciach, przy zmianach w mieszkaniu, które mają usprawnić naszą pracę. Dużo doradza mi też w kwestii makram, projektów i pomysłów. Muszę przyznać, że jest moim największym krytykiem 😀 Dużo się od siebie uczymy. Ja na pewno wspieram go też tak psychicznie. Jestem dłużej w tym biznesie i już bardziej się uodporniłam np. na osoby kopiujące nasze produkty, a nawet wykonanie zdjęć. Ja robię swoje, bo mam swoich zadowolonych klientów i obserwatorów. I na tym się skupiam. Radkowi natomiast ciężej pogodzić się z faktem, że jego praca, zamysł prowadzenia konta i zdjęć są kopiowane. Buduje to w nim trochę taką niezgodę i niechęć do pracy. I wtedy często wchodzę ja motywując go, chwaląc, pokazując nasze dotychczasowe osiągnięcia i efekty ciężkiej pracy.

 

życie na blokowisku

  1. Mówisz o kopiowaniu i kradzieży pomysłów. Co sądzisz o rynku rękodzielniczym w naszym kraju?

    OJ… Znowu wyjadę ze swoją ,,brzydką prawdą“ i będę tą zgorzkniałą i podcinającą skrzydła 😀 Ale mam do powiedzenia nie tylko przykre rzeczy, jest mnóstwo miłych i motywujących… Zacznę może od tych pierwszych 😀

    Rynek rozwija się w tempie ekspresowym, co niekoniecznie idzie w dobrą stronę, kiedy konkurencja jest tak duża i niestety ale… nieświadoma. Nieświadoma tego, że sami kopią pod sobą dołki. Przykro mi się patrzy, jak ludzie wystawiają piękne szydełkowe torebki shoperki po 75 zł. A ostatnio takie widziałam… Wiem, jaka jest sytuacja w kraju. Wiem, jak pandemia zmieniła życie wielu ludzi, ale uczenie klienta, że się tworzy po cenie półproduktów nigdy nikomu nie wyjdzie na dobre. Taka osoba szybko straci zapał do pracy. A widzę nieraz świetne prace i autentycznie jest mi po prostu przykro.

    Walka o klienta często jest nieuczciwa, czy to z niewiedzy, czy powtarzanych bezwiednie głupot typu ,,jak nie masz patentu to nic mi nie zrobisz, trzeba było nie pokazywać”. Czy z chęci zarobku pomimo wszystko.

    Ludzie na grupach są dla siebie okropni, to jest coś co mnie prywatnie bardzo dołuje.

    A gdzie dwóch (rękodzielników) się bije, tam trzeci (czyli klient) korzysta. Tak jak są klienci, którzy mają wiedzę o rękodziele, o czasie tworzenia, o wyjątkowości tych produktów, tak wyrosła nam cała grupa osób, dla których właśnie ta torebka shoperka za 75 zł to będzie ,,cena z kosmosu”. Gdy my sami zamieniamy się w małe, chińskie fabryki, tak też zaczynają widzieć nas klienci.

    Z drugiej, pozytywnej strony widzę też wielu moich Insta Znajomych, którzy w świetny sposób rozwijają swoje rękodzielnicze biznesy. Od początku jakość, adekwatne ceny, branding, bardzo spójne media społecznościowe i sklepy. Maleńkie, ale ogromnie wartościowe marki. Nie było tego kiedy 3 lata temu zaczynałam. Teraz mam powody do dumy i na tym się skupiam. Widzę tu światełko w tunelu dla polskiego rękodzieła.

     

makramy na blokowiskumakrama

  1. Zdradzisz swoje plany dotyczące dalszego rozwoju marki Życie na blokowisku?

Jak od początku mówię szczerze, tak i teraz powiem – nie wiem. Nie mam większych planów ani pomysłów. Jestem w takim punkcie, że nie wiem, w którą stronę iść. Wiele miałam planów, ale to się rozmywa gdzieś po drodze . Zaczęłam pisać ebooka o rękodziele i sprzedaży w sieci, ale nie wiem czy wierzę w niego na tyle mocno, by mieć pewność, że ludzie to kupią. Chciałam mieć konto na YouTube, ale nie wiem czy poradzę sobie z krytyką, bo ona zawsze jest. Może jestem też lekko zdemotywowana działaniami w sieci ludzi, którzy za bardzo czerpią od nas inspiracje i boję się, że każdy nowy pomysł nagle zaowocuje u innych dziwnie podobnymi. Może też ostatnie miesiące mocno nas przycisnęły i głowa nie chce teraz pracować tak jak dawniej. Choć na moim koncie nie poruszam spraw prywatnych, to ostatnie miesiące pod wieloma względami były trudne. Jesteśmy zmęczeni, przepracowani fizycznie, głowy mamy nabite sprawami rodzinnymi. Dajemy sobie teraz czas na robienie tego, co robimy.

  1. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

    Rękodzieło jest trudną formą zarobku i pracy, ale zawsze warto się uczciwie wspierać i motywować, zarówno w relacji klient-twórca, jak i twórca-twórca. Rękodzieło nie jest dziełem przypadku – to produkty, nad którymi spędzono godziny pracy i włożono w nie całą energię oraz serce. A na koniec po prostu zachęcam, żebyśmy byli wobec siebie uczciwi 🙂

  1. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

Przede wszystkim na moim IG: zycie_na_blokowisku oraz na naszej stronie internetowej www.makramynablokowisku.pl gdzie zakupicie gotowe makramy oraz produkty konieczne do stworzenia rękodzieła i przeczytacie sporo ciekawych wpisów w części blogowej.

Magda, dziękuję Ci bardzo za rozmowę! Życzę siły do pracy i więcej wiary w możliwości marki Życie na blokowisku. Wsparcie masz, więc ten aspekt jest już załatwiony 😉

Aneta

Wywiad z artystą: NoweHafty

Wywiad z artystą: NoweHafty

Tak się jakoś wydarzyło, że do rozmowy zaprosiłam kolejną Katarzynę! Tym razem jest to właścicielka marki NoweHafty – niesamowicie zdolna, pomysłowa i odważna! Nie ma co się rozpisywać i dłużej trzymać Was w niepewności – sami zobaczcie!

  1. Kasiu, tak na wstępie powiedz, co się kryje pod nazwą NoweHafty?

NoweHafty mogę określić mianem „małej marki handmade”. Początkowo powstała jako miejsce, gdzie pokazywałam światu swoje pierwsze kroki z haftem. Dzisiaj określę ją jako miejsce dla wszystkich miłośników haftu. Kieruje swoje działania zarówno dla osób szukających piękna, dla których haftuję na zamówienie, ale też do innych haftujących. Dla nich z kolei prowadzę sklep ze sprawdzonymi narzędziami i akcesoriami do haftu. Chcę rozpowszechniać tę technikę, inspirować i zachęcać do jej poznania.

  1. Jest takie pytanie, bez którego nie mogę zacząć rozmowy o hafcie: jak zaczęła się Twoja przygoda z tym zajęciem?

Mogłabym odpowiedzieć jednym słowem: niespodziewanie!

Nigdy nie byłam artystyczną duszą. Nie będzie to więc historia o tym, jak z wielu rękodzielniczych technik w końcu trafiłam na haft. Nigdy nie miałam też prawdziwego hobby, takiego które towarzyszyłoby mi przez lata i któremu oddawałabym się z pasją.

W pewnym momencie mojego życia poczułam, że potrzebuję jakiegoś zajęcia. Miałam bardzo stabilny okres w życiu prywatnym i bardziej stresujący w życiu zawodowym. Pomyślałam więc, że potrzebuję odskoczni, którą będę zajmować się wieczorami w domu. Trochę na siłę zaczęłam szukać inspiracji w Internecie. A gdy zobaczyłam zdjęcie haftowanego tamborka, wiedziałam, że od teraz będę się tym zajmować. Byłam zachwycona!

Jedna wizyta w pasmanterii, przypadkowe filmiki na YouTube, a resztę historii widać już na moich zdjęciach 😉 Do dzisiaj jest to dla mnie duże zaskoczenie i prezent od życia!

  1. Dlaczego postanowiłaś zająć się haftem zawodowo?

Ta decyzja dojrzewała we mnie długo. Początkowo traktowałam haft wyłącznie jako hobby, ale szybko zaczęły pojawiać się pierwsze zamówienia na tamborki. Dzięki temu zyskałam dodatkowe źródło dochodów, które przez długi okres mogłam nazywać jedynie „kieszonkowym”. Jednocześnie zyskiwałam dużo pewności siebie i wiary w swoje umiejętności. Zaczęłam działać w mediach społecznościowych, gdzie poznałam wiele kobiet prowadzących własne biznesy lub inne przedsięwzięcia i poczułam, że ja też chcę zbudować coś własnego. Dzięki mojej twórczości czuję się spełniona. Chciałabym też być w przyszłości przykładem dla mojej córki i pokazać jej, że warto podążać własną drogą.

Poważne decyzje w tym temacie podjęłam w trakcie urlopu macierzyńskiego. Postanowiłam wykorzystać ten czas na inwestycję w moją markę i zaplanowanie kolejnych etapów rozwoju. Poczułam, że nie będzie lepszego momentu na taki krok. Zakładanie firmy z niemowlakiem na kolanach nie było łatwe, ale dzisiaj po 6 miesiącach prowadzenia własnej działalności, mam głęboką wiarę w powodzenie mojego przedsięwzięcia i postanowiłam poświęcić mu 100% mojego zawodowego czasu.

nowe hafty

  1. Obserwuję Cię od dawna i widzę, że Twoje prace są bardzo delikatne i wyważone. Skąd czerpiesz inspiracje na wzory?

Dziękuję, bardzo podoba mi się to jak je określiłaś! Dążę do tego, aby moje hafty były eleganckie i stonowane. Haftuję głównie motywy kwiatowe i roślinne i to one mnie inspirują. Kilkukrotnie próbowałam tworzyć prace w innej tematyce, ale dzisiaj świadomie wybieram kwiaty. W tym czuję się najlepiej.

Lubię mieć swobodę w projektowaniu wzorów. Realizując hafty personalizowane, często proszę o przesłanie zaproszenia ślubnego, zdjęcia ulubionych kwiatów lub podanie ulubionego koloru. Na bazie takich podpowiedzi proponuję projekt. Dzięki temu, mimo tego, że haftuję na zamówienie, mam dużą swobodę w tworzeniu i daje mi ono radość. Mam też takie spostrzeżenie, że im bardziej klienci zaufają mojej wizji, tym bardziej są później pozytywnie zaskoczeni i zadowoleni.

  1. Jak powiedziałaś, jakiś czas temu założyłaś własną firmę. Gratuluję! Czym zajmujesz się jako przedsiębiorca? Co się zmieniło w Twoim życiu?

Dziękuję! To duża zmiana i duże wyzwanie w moim życiu. Decyzja o założeniu firmy popchnęła mnie do rozszerzenia swojej działalności. Przede wszystkim otworzyłam sklep online z akcesoriami do haftu. Chciałam stworzyć takie miejsce, gdzie można zaopatrzyć się we wszystko, co jest potrzebne do haftowania. Pamiętam swoją dezorientację na początku – nie wiedziałam czego potrzebuję, ani gdzie to kupić. A to może zniechęcić! W mojej małej pasmanterii można znaleźć produkty, z których sama korzystam i które polecam. Chciałabym znać takie miejsce 3 lata temu 😉

Prowadzenie firmy to też sporo nowych obowiązków i kosztów. Oprócz haftowania zajmuję się teraz prowadzeniem sklepu i magazynu, współpracuję z kilkunastoma dostawcami, zajmuję się marketingiem i reklamą, podejmuję strategiczne decyzje, poszukuję potencjalnych współprac. To jest praca, której nie widać na pierwszy rzut oka, ale jest jej dużo. Większość rzeczy uczę się na bieżąco lub działam intuicyjnie. Nie mam doświadczenia w prowadzeniu firmy, ale dotychczasowa praca w korporacji nauczyła mnie biznesowego podejścia, analizy i podejmowania decyzji. Dzięki temu jest mi łatwiej spojrzeć szerzej na własną działalność.

Mimo tego, że NoweHafty to mała, rozkwitająca firma to traktuję ją bardzo poważnie i poświęcam jej wiele uwagi.

  1. Stworzyłaś autorski zestaw do nauki haftu! Dla kogo jest dedykowany? Czy osoba, która nigdy nie trzymała igły w dłoni nauczy się wyszywać piękne wzory? Czy trzeba mieć do tego talent rękodzielniczy?

Zestaw do nauki haftu to mój pierwszy autorski produkt. Jestem z niego bardzo dumna.

Dedykowany jest w szczególności osobom, które nigdy nie trzymały igły w dłoni. Zaprojektowałam go w taki sposób, aby każdy był w stanie wykonać swój pierwszy haft. W zestawie znajdują się wszystkie niezbędne akcesoria oraz szczegółowa instrukcja, która prowadzi krok po kroku przez cały proces. Oprócz samego haftu, instrukcja opisuje np. w jaki sposób przenosić wzór, jak wykończyć tył tamborka i wiele innych praktycznych podpowiedzi. Jest to taka wiedza w pigułce, która pozwala poznać podstawy tej techniki i jest świetnym wstępem do samodzielnego tworzenia. Spróbujcie, a przekonacie się, że umiecie

  1. Cykl z wywiadami czyta bardzo dużo osób, które już tworzą. Podpowiedz proszę na jakich mediach opierasz swoją działalność? Jak docierasz do klientów?

W moim przypadku jest to głównie Instagram. Mam wrażenie, że zrzesza on większość hafciarskiej społeczności w Polsce. Jest to kanał, który pozwala na bardzo atrakcyjną prezentację swoich prac, a równocześnie daje możliwość rozbudowanej komunikacji z odbiorcami. Dla mnie to złoty środek. Odkąd prowadzę sklep skupiam też większą uwagę na pozycjonowaniu, ale wciąż jestem na początku drogi… Komunikacja i zdobywanie klientów to trudny temat i na pewno jest to obszar, któremu trzeba poświęcać bardzo dużo uwagi.

  1. Co poradziłabyś osobie, która chciałaby wejść w świat rękodzieła na poziomie zawodowym?

Myślę, że w każdej branży, nie tylko w rękodziele, do takiej decyzji trzeba się przygotować. Decydując się na tworzenie rękodzieła zawodowo, trzeba spojrzeć na swoją twórczość biznesowo, mieć strategię, cele. Prowadzenie firmy to nie jest tylko haftowanie czy szydełkowanie, to także szereg „dorosłych” obowiązków. A rękodzieło może być realną pracą, dającą realne zarobki.

Mam wrażenie, że podejście do rękodzieła w społeczeństwie się zmienia. Ludzie doceniają rzemieślnicze produkty, wybierają małe, lokalne marki, wspierają twórców. Ja sama często wybieram produkty handmade, zwłaszcza gdy robię bliskim prezenty. To dobry czas na takie decyzje. Osobiście cieszę się, że zaprzyjaźniłam się z haftem na tym etapie życia.

  1. Jakie masz plany związane ze swoją marką? Czego Ci życzyć na przyszłość?

Na tym etapie jestem już pewna, ze odpowiada mi ten styl pracy, a NoweHafty to mój życiowy projekt. Mam kilka planów i kamieni milowych, które chciałabym osiągnąć, ale nie będę tutaj zapeszać 🙂 Czego mi życzyć? Odwagi – abym nie wahała się podejmować ryzyka i tych planów realizować. A resztę zrobię już sama!

nowehafty

  1. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

Nie jestem dobrym motywatorem, ale chciałabym się podzielić z Wami moim mottem, które towarzyszy mi od jakiegoś czasu zarówno w biznesie, jak i życiu prywatnym. Uważam, że najtrudniej jest podjąć decyzję, a później wszystko się jakoś układa. U mnie się sprawdza, spróbujcie!

  1. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

NoweHafty znajdziecie na Instagramie oraz pod adresem www.nowehafty.pl . Odwiedźcie mnie, będzie mi miło!

Aneto, dziękuję za zaproszenie do wywiadu. To wspaniałe, że dajesz twórcom przestrzeń do opowiedzenia czegoś więcej o naszych wielkich, małych biznesach!

 

To ja Ci dziękuję za poświęcony czas i życzę tej odwagi do realizacji planów!

A Wam, drodzy czytelnicy, życzę także odwagi do podjęcia decyzji, które przyczynią się do zmiany na lepsze!

Do zobaczenia,

Aneta

Wywiad z artystą: Kasia Tobor

Wywiad z artystą: Kasia Tobor

Kolejny wywiad z artystą przede mną. Tym razem moim gościem jest Kasia Tobor, którą obserwuję od dawna na Instagramie i podziwiam jej rozwój, pomysły i energię! Kasia tworzy przepiękną biżuterię z żywicy!

Jak godzi prowadzenie działalności i wychowywanie dzieci? Dlaczego zmieniła branżę? Skąd czerpie energię?

Wszystkiego dowiecie się, czytając ten artykuł! Zapraszam!

  1. Kim jest Kasia Tobor?

    Kasia Tobor to młoda duchem kobieta, która stara się wplatać swoje marzenia w otaczającą rzeczywistość. Wie, co chce osiągnąć, ale nie bardzo wie jak 🙂 Szuka na nowo siebie w codzienności. W macierzyństwie i rękodziele.

  2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z żywicą?

    Bardzo szybko. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Trafiłam na robioną z żywicy biżuterię. Wiedziałam, że muszę spróbować, bo to jest to. Widziałam już w głowie kształty i kolory. Kwiaty i brokaty. Śniło mi się po nocach zalewanie. Na samą myśl moje serce biło szybciej i czułam, że muszę się za to wziąć, bo inaczej oszaleję z tej miłości! Zanim jednak zaczęłam, dużo czytałam, oglądałam i edukowałam się z różnych źródeł, zarówno polskich jak i zagranicznych, by jak najwięcej wiedzieć, a później już jakoś poszło.

    Uwielbiam łączyć kolory. W czasach liceum bardzo dużo malowałam – pozwalało mi to złapać równowagę między codziennością a troskami dorastającej kobiety. Był to mój sposób na odreagowanie. Jestem bardzo emocjonalną osobą, dużo myślę, dużo płaczę i wieloma sprawami się przejmuję, więc szukałam czegoś, co zajmie moje myśli. Później, pracując na etacie i studiując, biegałam. Ale jakoś nie do końca było to dla mnie. Wtedy mało tworzyłam, a bardzo mi tego brakowało. Cieszę się, że po latach mogłam wrócić do takiej formy spędzania czasu ze sobą i czuję się człowiekiem na swoim miejscu 🙂

  3. Kasiu, jestem z Tobą na Instagramie od bardzo dawna i wiem, że zaczynałaś sprzedaż od innych produktów. Opowiedz o czasach, kiedy profil miał nazwę Moje Szydełkowe (jeśli dobrze pamiętam ;)) i przede wszystkim powiedz mi, dlaczego postanowiłaś zmienić zajęcie?

    To prawda, zaczynałam swoją przygodę jako Moje Szydełkowe. Choć wcześniej robiłam bardzo dużo innych rzeczy.
    Dziergać nauczyła mnie Babcia i ta forma spędzania czasu przypominała mi o Niej, gdy odeszła. Będąc w pierwszej ciąży założyłam profil na IG właśnie o nazwie Moje Szydełkowe. Dzierganie czapek, rękawiczek, torebek czy plecaków było moim ogromnym hobby. Odprężało mnie totalnie. Nie wiedziałam jednak, z czym się wiąże macierzyństwo, ale czułam, że coś swojego będzie mi w tym czasie potrzebne.  Zdałam się więc na intuicję. Mogłam dziergać przy małej Klarze, tworzyć i wymyślać w swoim tempie, bez żadnej presji. Snuć plany i trzymać się marzeń. Rozwijać się.

    Nie chciałam wracać na etat, więc postanowiłam założyć firmę. Złożyłam wnioski o dofinansowanie na rozpoczęcie działalności. I udało się. Otworzyłam działalność czwartego czerwca, a szóstego dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży 🙂
    Dziewięć miesięcy udało mi się przetrwać, jednak gdy urodziła się Helenka, to było dla mnie za dużo. Nie chciałam tracić firmy i tego, co zbudowałam. To były moje małe sukcesy, które trzymały mnie mocno w pionie. Zaczęłam szukać czegoś, co pozwoli mi pogodzić wychowywanie dwójki dzieci z domowymi obowiązkami i da mi poczucie równowagi. No i się przebranżowiłam 🙂

  4. Widziałam, że wszystko robisz sama – łącznie z opakowaniami, które są pięknie ozdobione. Nie łatwiej by było zlecić komuś produkcję kartoników do biżuterii? 😉

    Pewnie, że łatwiej i na pewno szybciej! 😀
    Ale lubię sobie myśleć, że ile mam tyle dam. Tak też traktuje swoje rękodzieło. To nie tylko sam produkt a całokształt. Pakowanie, rysowanie, wycinanie wizytówek i etykiet – sprawia mi to ogromną radość, a jeszcze większą, gdy dostaję wiadomości zwrotne z podziękowaniami.
    To miód na moje serce, motor napędowy i przede wszystkim informacja, że to co robię ma sens.

    biżuteria ręcznie robiona

    Fot. Ola Wilczek

  1. Przyznam szczerze, że ja należę do tych kobiet, które nie noszą zbyt często biżuterii, a mimo to znam chyba cały Twój asortyment, bo widać, że wkładasz dużo serca w to, co robisz! Skąd czerpiesz inspiracje?

    Staram się czerpać z tego, co mam wokół. Moje inspiracje pochodzą z prostych, codziennych spraw. Ze spacerów, z kolorów kredek, piosenek, podmuchów wiatru, śpiewu ptaków, zieleni traw, często też od moich dzieci, ale przede wszystkim z chmur i nieba… Kocham i zachwycam się odkąd pamiętam.

  2. Muszę zadać to pytanie – skąd młoda mama ma w sobie tyle energii? Obserwując Twój profil nie można nie zauważyć wiecznego uśmiechu na twarzy!

    Cieszę się, że tak to widzisz! To chyba najtrudniejsze pytanie, bo nie zawsze tak jest 🙂 obok tego uśmiechniętego życia instagramowego jest normalne, bez filtra, w którym zaraz obok radości i uniesień są smutki, żale, tęsknoty i złości.  Często powtarzam, że jestem szczęściarą, człowiekiem na swoim miejscu i to daje mi poczucie spełnienia, ogromnej wdzięczności. Uważam, że najważniejsi są ludzie, którzy nas otaczają. To dzięki nim na co dzień nam się chce. Nawet uśmiechać 🙂
    Nie wyobrażam sobie świata bez mojego Jakuba, który wspiera mnie we wszystkim co robię, dopinguje, motywuje i jest, gdy tego potrzebuję.

    No i IG! Poznałam tutaj dobre dusze, które wspomogą słowem czy komentarzem, więc nie sposób się do nich nie uśmiechać!

  3. Co poradziłabyś osobie, która chce zacząć tworzyć własne produkty, a nie wie od czego zacząć?

    Poradziłabym, by najpierw poczytać, pooglądać jak się to robi, jak zadbać o własne zdrowie w trakcie tworzenia, co zrobić, gdy żywica się zagotuje… Przygotować się, by nie zrobić sobie ani bliskim krzywdy 🙂
    Jest dużo grup, tutoriali, sporo kont, które pokazują co i jak. Myślę, że oprócz praktyki ważna jest przede wszystkim wiedza teoretyczna. Z płynną żywicą nie ma żartów. To bardzo niebezpieczna substancja, od której można się poważnie potruć.
    Aktualnie rynek z biżuterią z żywicy się rozrasta. Warto się też zastanowić, co chce się robić 🙂 bo przecież nie chodzi o kopiowanie innych twórców, a szukanie siebie w tym wszystkim 🙂

  4. Jakie masz plany związane ze swoją marką?

    Moje plany? To mem „Confused Travolta”.
    Chciałabym w końcu skończyć sklep internetowy, ogarnąć etsy czy pinteresta. Prężniej ruszyć na Facebooku, na youtubie (choć bardzo się wstydzę!) albo po prostu się wyspać.
    Liczę na to, że gdy moje dzieci pójdą do przedszkola, to ja zyskam trochę więcej czasu i przestrzeni dla siebie – wtedy przysiądę i coś porobię.
    Mam nadzieję ogarnąć to wszystko może jak pójdą na studia? 🙂
    Śmieje się 🙂
    Planowanie przy moich dzieciach to jeden wielki żart, dlatego staram się łapać dystans i nie nastawiać.
    Zobaczymy co będzie 🙂

  5. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

    Chciałabym powiedzieć, że warto gonić za marzeniami, nawet jak się czujemy starzy i jesteśmy dzieciaci. Wtedy nawet chyba powinno się gonić. Ale nie tak po dorosłemu. Bo zdziadziejemy. Mówię Wam. Dorosłość jest fajna, gdy kosztujemy jej jak dzieci 🙂

  6. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

    Znaleźć mnie można głównie na Instagramie o nazwie @kasiatobor 🙂

    Anetko! Bardzo Ci dziękuję za zaproszenie! Ściskam serdecznie! 🙂

biżuteria ręcznie robiona

Fot. Ola Wilczek

Mam nadzieję, że nasza rozmowa Wam się podobała i wynieśliście z niej tyle dobrej energii, ile się da udźwignąć! 🙂

Koniecznie dajcie znać, czy rozmowa podobała się Wam tak jak mi!

Pięknego dnia, kiedykolwiek ją czytacie!

Aneta

Wywiad z artystą: Rudy Peeling!

Wywiad z artystą: Rudy Peeling!

Muszę przyznać jedno: kiedy oglądam zdjęcia na profilu Rudy peeling od razu robię się głodna 😉 Serio! Co prawda Kasia nie jest kucharką, a jedną z najbardziej zdolnych osób, na które wpadłam na Instagramie! Nawet nie wiecie jak urzekła mnie ta ruda piękność i kosmetyki, które wychodzą spod jej rąk. Zresztą sprawdźcie sami i poznajcie kolejną osobę, do której warto zaglądać!

1.Kasiu, kim jest rudy_peeling?

Jestem tancerką 🙂 tańczę od 5 roku życia. Skończyłam szkołę baletową i od razu po niej zaczęłam pracę w Państwowym Zespole Ludowym Pieśni i Tańca „Mazowsze” – gdzie tańczę i również śpiewam. Taniec towarzyszy mi od najmłodszych lat i tak już chyba zostanie 😉 oby jak najdłużej!

peeling

2.Jak zaczęła się Twoja przygoda z kosmetykami do ciała?

Na 30 urodziny (tak jestem po 30tce :D) dostałam od przyjaciół pakiet spa, a w nim masaż masłem shea i peelingowanie ciała… To był cudowny relaks! I jak tak sobie leżałam peelingowana scrubem cukrowym wpadłam na genialny pomysł, że przecież takie peelingi można robić samemu! Najpierw robiłam dla siebie, dla przyjaciół, dla znajomych z pracy… Aż w końcu doszłam do wniosku, że moje produkty są na tyle ekstra, że muszą ujrzeć światło dziennie. Jestem samoukiem – metodą prób i błędów wymyśliłam najlepsza bazę na scrub cukrowy do ciała.

scrub

3.Jako Twoja fanka wiem, ale chciałabym, żeby to wybrzmiało: wszystkie kosmetyki testujesz na sobie, prawda?

Oczywiście! I to nie jest jednorazowy test. Zanim coś puszczę w obieg jest co najmniej kilka razy przetestowane na mojej skórze.

4. A zdarzyło Ci się zrezygnować z tworzenia jakiegoś produktu?

Kiedyś chciałam wypuścić peeling z dodatkiem zielonej herbaty matcha (swojego czasu bardzo modny dodatek jedzeniowy i kosmetyczny), jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu – miałam całą zieloną wannę i ciężko było ją domyć.

5. Wszystkie Twoje wyroby wyglądają jak z cukierni! Skąd czerpiesz inspiracje?

Może tego nie widać, ale od zawsze kochałam jeść. Ale kocham też gotować. Skąd czerpie inspiracje? Najczęściej powstają one w mojej głowie. Choć skłamię jeśli nie powiem, że również czasem wpadnie mi coś w oko na Instagramie – przecież tam jest teraz wszystko!

mydło

6. Jako że sama skupiam się mocno na Instagramie i pilnuję każdego szczegółu, widzę, że Twój Instagram jest bardzo uporządkowany. Z czego to wynika?

To bardzo miłe co mówisz. Lubię otaczać się ładnymi rzeczami i bardzo lubię mieć porządek – niestety w życiu codziennym bywa różnie ze względu na czas, prace itp. Jeśli chodzi o Instagram, to proszę o pomoc mojego chłopaka i koleżankę – ale to tylko jeśli chodzi o zdjęcia. Pomysły są zazwyczaj moje (portrety). I zawsze chciałam mieć ładne – uporządkowane konto na insta – czyli inne niż moje prywatne, w którym panuje lekki harmider.

7. Co poradziłabyś osobie, która chce zacząć tworzyć własne produkty, a nie wie od czego zacząć?

To bardzo trudne pytanie, ale postaram się odpowiedzieć. Na pewno trzeba wymyślić coś, co jest niepowtarzalne – nie należy dzielić się złotym środkiem. Wiadomo, że każdemu się nie dogodzi – jedni kochają słodkie zapachy, inni lekkie, jeszcze inni kwiatowe… To jest ciężka praca tak naprawdę wymyślać ciągle nowe połączenia zapachowe – no i formy, kształty. Ale jeśli coś się bardzo kocha – to nigdy się nie jest w pracy.

8. Jakie masz plany związane z Rudym Peelingiem?

Na pewno chciałabym poszerzyć działalność. Nie chcę mieć zbyt dużego asortymentu – wolę mieć mniej, ale żeby to było coś! Myślałam o sklepie internetowym albo wystawieniu swoich produktów na targach kosmetycznych.

ekologiczne mydełko

9. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga?

Tak jak mówiłam wcześniej – wszystkie kosmetyki testuję na sobie, nie ma w nich grama chemii (na świadectwie ukończenia szkoły miałam 2 z tego przedmiotu… No nie każdy jest we wszystkim dobry :D). Cóż mogę jeszcze od siebie dodać…

Rudy Peeling powstał z miłości do piękna, z miłości do natury, z miłości do miękkości i gładkości skóry!

10. Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

Na razie możecie znaleźć mnie na Instagramie i na Facebooku, ale mam nadzieję, że już niedługo się to zmieni!

eko mydełko

Kasiu, dziękuję za rozmowę! Zaskoczyłaś mnie w kilku pytaniach i chętnie kiedyś rozwinę tematy 😀

A czytelników zapraszam do zapoznania się z asortymentem profilu Rudy peeling!

Warto!

Aneta

Wywiad z artystą: Majstersztryk!

Wywiad z artystą: Majstersztryk!

Kasię poznałam dzięki Instagramowi. Połączyła nas wspólna pasja do rękodzieła i chęć rozwoju w tym zakresie. Często rozmawiamy, dzielimy się swoją wiedzą i opiniami na temat prowadzenia kont w social mediach. I chociaż nie miałyśmy okazji spotkać się osobiście (JESZCZE;)), to wiem, że nadajemy na tych samych falach. Odbieram ją jako bardzo serdeczną osobę i mam nadzieję, że Wy także po tym wywiadzie będziecie czuć ciepło w sercu, kiedy zetkniecie się z profilem Majstersztryk!

 

Kasiu, kim jest Majstersztryk?

To moje trzecie „dziecko” he, he. Oczywiście sobie żartuję! Majstersztryk to moja marka, która powstała w wyniku połączenia pasji do sztrykowania oraz spełnienia w macierzyństwie. Od zawsze byłam osobą, która poszukiwała swojej drogi ,bo zdolności manualne i bycie kreatywną miałam we krwi. Pomimo, że pasję odkryłam dopiero po trzydziestce to uważam, że lepiej późno niż wcale. Bycie korpoludkiem nie jest moim głównym celem zawodowym w życiu 😉

kasia

Dlaczego rękodzieło? Skąd się wziął pomysł na takie zajęcie?

Szczerze? Moja mama już od dawna mi mówiła żebym spróbowała swoich sił w szydełkowaniu. Ja natomiast zawsze twierdziłam, że to nie jest dla mnie, bo wymaga cierpliwości i jest czasochłonne. Sytuacja życiowa sprawiła, że musiałam pójść na urlop wychowawczy i to bardzo mnie zmotywowało żeby zrobić coś dodatkowego. Moją główną motywacją i iskierką do działania był synek, z którym zostałam w domu. To właśnie wtedy podjęłam decyzję, że teraz jest ten moment żeby spróbować swoich sił w sztrykowaniu. Powiem Ci, że to była moja najlepsza decyzja! Od kiedy wzięłam szydełko do rąk i zrobiłam swój pierwszy koszyk, to poczułam wielką radość i spełnienie, że w końcu odnalazłam coś SWOJEGO. Teraz nie wyobrażam sobie bez tego mojego życia!

Głównym produktem Majstersztryk są plecione kosze! Od początku wiedziałaś, że to ten produkt skradnie serca Twoich klientów?

Zdecydowanie plecione kosze są moją miłością i to od nich wszystko się zaczęło. Dlaczego zaczęłam akurat od koszy? Przygotowując wyprawkę dla mojego synka poszukiwałam jakiś organizerów na ubranka i bardzo ciężko było mi znaleźć coś przyjemnego dla oka i do tego ekologicznego 😉 Dlatego pierwszymi koszami jakie zrobiłam były kosze kwadratowe (kwadraciaki) w formie organizerów na ubranka. Do nich zrobiłam drewniane tabliczki, na których oznaczałam rozmiary i rodzaj ubranka jaki się w koszyku znajduje. W późniejszym czasie jak zaczęło przybywać coraz więcej zabawek, postanowiłam zrobić większe kosze (uszaki, okrąglaki), które idealnie nadawały się do przechowywania różnego rodzaju klocków, maskotek, piłek i innych dziecięcych przydasi. Najpierw powstawała potrzeba, którą rozwiązywałam sztrykując odpowiednich rozmiarów koszyk 🙂 Ja rozpływam się nad koszami z grubego sznurka, które wprowadzają tyle ciepła do dziecięcych pokoików i wcale się nie dziwię, że skradły serca tak wielu osób <3

majstersztyk - wywiad

Skąd czerpiesz inspiracje?

Inspiracje czerpię przede wszystkim z mojej codzienności z maluchami 🙂 Tak jak już powiedziałam, zazwyczaj rodzi się jakaś potrzeba np. przechowania czegoś i wtedy odpowiednio do gabarytów tych rzeczy dopasowuję rozmiary koszy i grubość sznurka. Przy tworzeniu mniejszych koszy staram się też odnosić do pedagogiki Montessori, która jest mi bliska. W mniejszych koszach lepiej eksponuje się zabawki i dziecko widzi, co w nich ma (nie musi wysypać sterty zabawek, żeby dokopać się do jednej 😉 i łatwiej jest mu się bawić. Poza codziennością, czasami uda mi się zaglądnąć na Pinterest albo podglądnąć jakieś filmiki doszkalające z szydełkowania.

Śledząc Twój profil, zauważyłam, że wśród obserwatorów Majstersztryk jest sporo młodych mam. Sama należysz do tej grupy. Czy z racji tego czujesz zapotrzebowanie na tego rodzaju produkty na naszym rodzimym rynku?

To prawda, że można wśród moich obserwatorów znaleźć dużo młodych mam, bo to głównie do nich skierowane są moje produkty. Wybierając wysokiej jakości materiały do tworzenia moich koszy głównym celem było to, aby sznurki miały certyfikat świadczący o tym, że są wolne od substancji szkodliwych i bezpieczne dla niemowląt i dzieci. Jako świadoma mama, sama zwracałam uwagę na ten certyfikat i wiem jakie jest to dla nas ważne – bezpieczeństwo dzieci na pierwszym miejscu. Ponadto tworząc personalizowane tabliczki, po których można pisać kredą, chciałam ułatwić zadanie szukania ubranek nie tylko mamom, ale także tatusiom ;] Czasami jest to nie lada wyzwanie, żeby połapać się co gdzie leży. Takie posegregowanie ubranek i opisanie ich naprawdę oszczędza czas i energię.

Ponadto dzięki temu w późniejszym czasie maluchy uczą się segregowania rzeczy, zabawek oraz samodzielnego ubierania. Myślę, że moje produkty mogą stać się rozwiązaniem wielu potrzeb rodziców, ale także dzieci. Mogą być niezwykle istotne w procesie nabywania samodzielności i nauki sprzątania.

A co sądzisz o rynku rękodzielniczym w Polsce? Jakie masz spostrzeżenia prowadząc taką działalność?

Myślę, że polski rynek rękodzielniczy jest po prostu piękny! Na Instagramie jest masa kont cudownych i bardzo zdolnych osób, a odkrycie ich wywołuje wielki uśmiech na twarzy. Zadziwiające jest to jakie wyjątkowe rzeczy ludzie potrafią wykonać. Jedyne co mnie bardzo razi to to ,że rynek rękodzielniczy nie jest doceniany przez klientów. Co gorsze, rękodzielnicy również bardzo często nie doceniają swoich prac. Myślę, że boją się wyceny i tego, że nikt nie kupi ich produktów. Sama niejednokrotnie mierzyłam się z różnymi dylematami, dlatego stworzyłam cykl pod tytułem Rękodzieło. W kilku karuzelach przedstawiam najważniejsze fakty dotyczące tego za co płacimy kupując rękodzieło, co składa się na cenę, co nas wyróżnia. Mam nadzieję, że wielu osobom te informacje pomogą poukładać istotne treści i uwierzyć w swoje możliwości. Będę to powtarzać zawsze: rękodzieło to produkt premium, a nie masówka!

kosze plecione

Majstersztryk to nie tylko plecione kosze. To również cotygodniowa akcja #eko_czwartek i #ekodziecinstwo! Skąd pomysł na taką ekologiczną zabawę?

Hashtag #ekodziecinstwo towarzyszył mi od samego początku istnienia Majstersztryk. Dopełnia moją małą misję zwiększania świadomości wśród rodziców i dzieci na to, że eko dzieciństwo jest fajne. W końcu ekologiczne produkty mówią same za siebie. Natomiast inicjatywa #eko_czwartek powstała bardzo spontanicznie i wynikała głównie z mojej zmiany podejścia do ekologicznego stylu życia. Uświadomiłam sobie w jakich skrajnościach żyjemy i albo ktoś jest eko i to we wszystkim, albo w ogóle. Nie zgadzam się z tym i stąd też postanowiłam pokazać, że każdy mały krok w kierunku bycia eko jest ważny. Jak każdy zrobi mały krok to wyobraźcie sobie jak daleko zajdziemy! Celem inicjatywy jest przede wszystkim dzielenie się eko: zabawkami, przydasiami, podejściem do życia, jedzeniem, wystrojem wnętrz, dekoracjami oraz pokazywanie tego ekodzieciństwa.

Ponadto moim celem jest przy tym wspieranie polskich rękodzielników i marek. Tak jak wspominałam przy poprzednim pytaniu, to Instagram jest pełen pięknych i twórczych kont, tylko nie zawsze można je odkryć przy takiej ilości ludzi. Ja chcę dawać szansę tym mniejszym kontom i dawać nadzieję, że naprawdę warto się pokazać, bo tworzycie cudowne rzeczy! Zapraszam was do udziału co tydzień w #eko_czwartek ! Małymi krokami budujmy świadomość bycia EKO – oczywiście z rozsądkiem, a nie popadaniem w skrajności. Lepiej robić małe dobro niż nie robić nic!

Zdradzisz swoje plany/marzenia dotyczące dalszego rozwoju Twojej marki?

Moim wielkim marzeniem jest to, aby kiedyś zająć się moją pasją tak na całego i prowadzić tylko taką działalność. Marzenia są po to aby je spełniać, więc mam nadzieję, że kiedyś uda mi się osiągnąć mój cel! Jeśli chodzi o rozwój, to bardzo bym chciała stworzyć swoją stronę i sklep internetowy. W tym momencie nie jestem na to gotowa przy dwójce maluszków 🙂 Prawda jest taka, że jestem mamą na pełen etat, a sztrykuję wieczorami jak znajdę na to siłę i czas 🙂 Taka jest rzeczywistość, a ja cieszę się, że mogę czasem oderwać się i udać do mojego sztrykowanego świata!

Czy jest coś, co chciałabyś przekazać czytelnikom „kakałowego” bloga? 😉

Chciałabym przekazać, aby pamiętali o tym, że rękodzieło to sztuka, a rękodzielnicy to artyści malujący uśmiech na twarzach swoich odbiorców. Warto doceniać ich pracę, w którą wkładają całe swoje serducho, ale także cząstkę swojej duszy. Majstersztryk to nie tylko sztrykowane kosze, ale cała misja, z którą są one ściśle związane. Ja postanowiłam stworzyć ekologiczne, wizualnie harmonijne oraz dalekie od tandetnego plastiku produkty dla najmłodszych. Wybrałam wysokiej jakości bawełniane, certyfikowane sznurki pochodzące z recyklingu. Dzięki moim nietuzinkowym produktom rodzice mogą pokazać swoim pociechom jak wygląda eko dzieciństwo. W dziecięcych pokoikach zagości ład i porządek oraz nutka stylu skandynawskiego.

Powiedz proszę, na koniec, gdzie można Cię znaleźć?

Zapraszam serdecznie na mojego Instagrama, bo tam możecie mnie znaleźć najczęściej 🙂 Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła pochwalić się Wam piękną stroną internetową. Na razie jednak to nie jest ten moment, więc bądźcie czujni 🙂

Dziękuję Ci kochana Anetko za ten wywiad i za to przede wszystkim, że mnie wybrałaś. Czuję się zaszczycona, bo zawsze byłaś moją inspiracją do działania ! Ściskam wirtualnie!

rękodzieło kosz