Co warto wiedzieć o dzierganiu?
Nooo… Wszystko? 😉
Na pewno to, że dzierganie ma mnóstwo plusów i tylko kilka minusów. A że ostatnio obiecałam, że będzie o tym post – obietnicy dotrzymuję. Oczywiście jak zwykle będzie po mojemu (dużo wspomnień), więc jeśli chcecie konkrety to są one pogrubione – jak ja o Was dbam!

Zaczynamy!

Historia pierwsza.
Nie mam zielonego pojęcia jak wyglądają teraz lekcje w szkołach podstawowych, ale pamiętam, że za moich szkolnych czasów był taki przedmiot jak technika. Na technice oprócz uczenia się pisma technicznego, którego już w ogóle nie pamiętam, mieliśmy zajęcia bardziej praktyczne. Tworzyliśmy na nich latawce, maskotki, zwierzątka z masy solnej, a nawet kanapki. Zdecydowana większość dzieciaków przed zajęciami marudziła, że nie umie, że nie da rady, że pewnie wsadzi igłę w palec. Jednak w trakcie zajęć okazywało się, że wychodziły im takie piękne cuda, które przechodziły do historii szkoły!
A teraz tłumaczę, dlaczego o tym wspominam: a no dlatego, że z dzierganiem jest zupełnie tak samo! 😉 Dzierganie poprawia zdolności manualne! Co przekłada się również na inne dziedziny, jak lepienie pięknych pierogów – serio!

Historia druga.
Miałam może 7 lat. Były wakacje, ale pogoda była okropna. Odpadały zatem zabawy na powietrzu. Koleżanka z bloku zaprosiła mnie więc do siebie. W tym wieku nie chciałyśmy się już bawić w dom, bo przecież dorośli (no tak o sobie myślałyśmy :D, Wy nie?) się w dom nie bawią. Więc padło na gry z rodzeństwem – bierki. Pamiętam, jak pierwszy raz musiałam tak bardzo kombinować, jak się skupić, jak liczyć ilość wyciągniętych „patyczków”; zastanawiać się kto ma przewagę, przewidywać ruchy. Wtedy nie miałam pojęcia, jak bardzo ćwiczę skupienie, logiczne myślenie.
A kto zdaje sobie z tego sprawę podczas dziergania? Bo dzierganie polepsza pracę mózgu i usprawnia logiczne myślenie. Liczenie oczek, mierzenie robótek, wyliczanie ilości potrzebnej wełny, kombinowanie jak połączyć ze sobą dwa wzory, a nawet przelewanie pomysłów na papier bardzo angażuje nasz mózg. Koncentrujemy się wtedy na konkretnych czynnościach i w myślach niejako rozwiązujemy dziergane łamigłówki. A jeśli robimy to cyklicznie – poprawiamy nawet swoją pamięć!

Historia trzecia.
Gdy znudziły się nam wszystkie gry w piłkę (kopanie, rzucanie, kozłowanie) zaczęliśmy bawić się na schodach. Dokładnie nie pamiętam jak tą grę nazywaliśmy, ale mniej więcej kojarzę na czym polegała. Osoba, która miała piłkę (zazwyczaj osoba ta była wybierana wyliczanką) odbijała piłkę o schody. Na początku o pierwszy schodek i na niego wchodziła, później o drugi i robiła krok do góry… Gdy doszła do piętra, schodziła na dół i zaczynała od nowa, ale tym razem odbijając piłkę o pierwsze dwa schodki, i następował krok o jeden. Jeśli schodów było osiem, to wygrywał kolega (lub koleżanka), który odbił piłkę o wszystkie po kolei (8 odbić) i robił krok o jeden stopień, następnie odbijał o wszystkie pozostałe, ale powtarzając dwa razy na ostatnim schodku, żeby liczba uderzeń zawsze wynosiła 8. Nie było łatwo, gdyż piłka często odbijała się o kąt schodów tak, że zamiast z powrotem do rąk, trafiała w kolegów. A to była skucha, więc się szło na koniec kolejki. Gra ta była bardzo rytmiczna (jak dzierganie), nie była skomplikowana, więc dawała poczucie relaksu (jak dzierganie) oraz odciągała uwagę od zmartwień (jak dzierganie). Ta zabawa znakomicie obniżała stres (jak wiecie co :D)
Dlatego robótki na drutach można traktować jak relaksującą grę, w której można wygrać piękny wyrób – wiem, wiem, trochę to naciągane, ale skojarzenie ładne, prawda? 😀

Historia czwarta.
Od najmłodszych lat lubiłam tańczyć. Potrafiłam bujać się do rytmu piosenek już jako niemowlak (przynajmniej tak wynika z opowiadań moich rodziców). Kiedy okazało się, że w mojej szkole powstaje „kółko taneczne”, byłam jedną z pierwszych osób, które się na nie zapisały. Tańce były inspirowane cheerleaderkami, pompony robiłyśmy same z bibuły. Pamiętam, że to wtedy zaczęłam poznawać wiele ludzi spoza klasy. Wspólne zainteresowanie tworzy więzi.
Cieszę się, że nadal mam możliwość poznawania nowych osób dzięki kolejnej pasji. Chcąc się rozwijać, często zaglądam na inspirujące mnie profile na instagramie czy fabebooku. Odwiedzam grupy i fora tematyczne, a również profile osób, które mnie śledzą. Chętnie wymieniam się opiniami w komentarzach. Fajnie jest poznawać miłośników rękodzieła. Jest to społeczność, która napędza do działania!

Inne pozytywne cechy dziergania:
Mobilność – robótki nie zajmują dużo miejsca, w związku z czym można je zabierać w podróż, a nawet na wykłady na uczelnie (nie praktykowałam, ale byłam świadkiem ;))
Ekologia – ja często wykorzystuję swetry, w których już nie chodzę i wiem, że nikt ich ode mnie nie przygarnie, bo są zwyczajnie niemodne. Taka włóczka doskonale nadaje się na torby!
Zwiększanie samooceny – po pierwsze: robimy swoje własne dzieło, które będzie później wykorzystywane jako ubranie, dodatek do domu czy inna ozdoba. Po drugie: tworzenie czegoś własnoręcznie wzbudza podziw u osób, które uważają, że dzierganie jest mega trudne 😉 Po trzecie: takie hobby wyróżnia nas z tłumu (wśród moich najbliższych znajomych nie ma ani jednej osoby, która w wolnych chwilach tworzy coś z włóczki). A po czwarte: robótki są doskonałym prezentem, a nic tak nie podnosi na duchu jak uśmiech obdarowanej osoby!
Kontrola wagi – przyznam, że sama bym na to nie wpadła, ale tak piszą w internetach! I coś w tym jest. W końcu dziergając, mamy cały czas zajęte ręce, więc nie sięgamy po przekąski tylko robimy konkretne przerwy na konkretne posiłki. Ja nawet czasem zapominam o obiedzie, kiedy wpadam w druciany trans 😀

Ale, ale… Żeby nie było tak kolorowo! I żeby nikt mi nie zarzucił, że jestem jednostronna!
Dzierganie ma też wady:
– jest pracochłonne,
– dla początkujących wydaje się trudne,
– czasem bolą dłonie od całodziennego ruchu.

Także lepiej się zastanówcie zanim zaczniecie 😉

Wasza zafiksowana na punkcie dziergania i opowieści z młodości
Aneta