Co mam w plecaku?

I dlaczego nie w torebce?

Macie tak, że – mimo dojrzałości i doświadczenia życiowego – wierzycie w jakąś rzecz usłyszaną w dzieciństwie tak mocno, że się od niej nigdy nie uwolnicie? No ja tak mam. Mimo tego, że jako dziecko byłam raczej dojrzalszą emocjonalnie osóbką w porównaniu z rówieśnikami. Nawet czasem nazbyt poważną przez co często słyszałam, że wyglądam na starszą! O zgrozo! I to często aż o dwa lata! Wyobrażacie to sobie? Powiedzieć ośmiolatce, że wygląda na dziesięciolatkę? Tak staro! Dzieci to nie mają zahamowań!

No więc kiedyś coś usłyszałam (COŚ w tym wypadku oznacza: „jak będziesz chodzić z plecakiem na jednym ramieniu to będziesz krzywa!”) to wierzyłam w to bezgranicznie! No nie chciało się to zdanie ode mnie odczepić i od tamtej pory zawsze pilnowałam się, żeby plecak nosić na obu ramionach.

Kiedy już dorosłam do noszenia torebek, nosiłam je raz na jednym ramieniu, raz na drugim. Nie tylko dlatego, że bałam się o swoje proste plecy, ale dlatego, że nosiłam w nich tak dużo rzeczy, że najzwyczajniej w świecie ramiona bolały jak diabli! Wiecie, nowa szkoła, więc trzeba było się pokazać, a plecak nie był pożądanym dodatkiem do super stylizacji. (Oczywiście, że przesadzam z tą „super stylizacją”, ale wtedy tak patrzyłam na to, w co się ubierałam).

Minęło kilka lat, a wśród znajomych jestem raczej znana z połączenia Aneta-plecak niż Aneta-torebka.

Oczywiście nie chodzi tu o plecaki sportowe czy trekkingowe, a o takie bardziej modne, takie fashion, takie co to nie powstydziłaby się ich żadna modowa influenserka 😉

To nie jest tak, że torebek w ogóle nie lubię. Podchodzę do tego dodatku jednak tak praktycznie, że prawie żadna nie spełnia moich oczekiwań. Nie mogłabym mieć np. torebki Chanel na łańcuszku, bo bałabym się, że łańcuch wplącze mi się we włosy – a w nie wszystko da się wplątać. Kopertówki natomiast to dla mnie zło, bo cały czas ma się przy nich zajęte ręce, no i nic się do nich nie mieści. Nie wiem jak te wszystkie celebrytki pozujące na ściankach funkcjonują!

Mam jedną małą ulubioną torebkę, pasującą do zdecydowanej większości moich ubrań. Mam też małą czarną na specjalne okazje (czyli używam jej średnio raz w roku). Ale na co dzień wolę plecaki, których mam z 5. Nie jest to duża liczba, ale dla mnie wystarczająca, gdyż wszystkie są tak uniwersalne, że nie mam problemu z dobraniem ich do outfitu.

Także jeśli jesteście ciekawi, co w plecaku piszczy, to już wymieniam:

– telefon, portfel, wielki pęk kluczy – pewnie nikogo nie dziwi!

– ładowarka do telefonu – często ładuję telefon w aucie,

– 3-4 szminki – wszystkie o podobnych odcieniach, ale różnych wykończeniach, bo raz mam ochotę na mat, raz na winyl, a raz na połysk,

– konturówka do ust – zawsze ta sama, bo ja bez konturówki nie umiem ładnie pomalować ust i zazdroszczę wszystkim dziewczynom, które to potrafią!

– około 5 gumek do włosów – u mnie z gumkami jest jak u niektórych ludzi ze skarpetkami w praniu – potrafię zgubić gumkę, którą miałam przed chwilą na głowie… Czary!

– gumy do żucia – nie chcę ludziom chuchać obiadem 😉

– tabletki przeciwbólowe – częściej je rozdaję niż sama zażywam, ale przezorny zawsze ubezpieczony,

– paragony! mnóstwo paragonów! – zawsze wrzucam do torebki, bo przecież na świecie nie ma koszy na śmieci 😉

– słuchawki do telefonu – po co? nie wiem! jeżdżę autem, więc jak już muszę rozmawiać to używam trybu „głośnomówiący”, muzyki słucham z radia, a poza drogą rozmawiam przez telefon trzymając go przy uchu. Zawsze mam plan słuchać muzyki kiedy jadę rowerem, ale jak już wyjdę na rower, rozmawiam z innymi ludźmi, którzy ze mną jadą 😀

Lista nie jest długa, bo nie lubię zbędnego balastu – paragony na szczęście są lekkie.

Ale często zapominam o włożeniu do torebki rzeczy, które są bardziej przydatne od słuchawek:

– chusteczek higienicznych – mam pochowane po wszystkich szufladach w mieszkaniu – jakby w domu były mi niezbędne do funkcjonowania, ale do torebki ich włożyć nie potrafię…

– okularów przeciwsłonecznych – może brakować mi płynu do spryskiwaczy, skrobaczki do szyb, zapachowej choinki, ale w aucie nie może zabraknąć okularów! Nie cierpię jak mnie słońce razi kiedy prowadzę! Problem w tym, że auto to nie plecak i nie można go mieć zawsze przy sobie.

– pomadki nawilżającej – kolorówki mam, ale pomadki ochronne notorycznie z torebek wyciągam, a gdy braknie tu i teraz to kupuję nową i w efekcie na toaletce mam ich milion,

– lusterka (nigdy nie wiem jak wyglądam – no chyba, że jadę autem :D), pilniczka (na szczęście zawsze znajdzie się jakaś dobra dusza, która życie moje i mojego złamanego paznokcia uratuje), torby na zakupy (szewc bez butów chodzi – robię je, ale na zakupy nie noszę…).

Oczywiście, zdarzyło się, że w plecaku miałam nóż do tapet, potargane rajstopy, czy pionki z jakiejś planszówki. Jestem kobietą, więc jak prawdziwa kobieta – czasem sama siebie zaskakuję 😉

Ale lubię to!

Aneta